Kilka słów wstępu
Chciałbym zaproponować polskiej społeczności Steemita mój dwuczęściowy Projekt Rozjemcy - przesłanki i sposób ustalenia zasad współpracy, a także sposób egzekucji tych zasad na tagu polish. W pierwszym artykule zatytułowanym “Czyj regulamin?” będę starał się wykazać, że mamy wybór nie tyle między regulaminem i “wolnością”, co pomiędzy różnymi rodzajami pisanych i niepisanych zasad, które zostaną nam tak czy inaczej narzucone (O ile wcześniej sami czegoś nie uchwalimy). W drugim artykule zatytułowanym “Oferta tagu polish i rola Rozjemców” proponuję sposób ustalenia treści regulaminu, a także sposób jego egzekwowania, przygotowane z myślą o specyfice zdecentralizowanego blogowiska, opartego o technologię blockchain.
Zarobki, flagi i moderacja
Moim zdaniem trzy rzeczy zdecydowanie odróżniają społeczność Steemita (i Steemu) od innych wirtualnych społeczności, skupionych wokół tradycyjnych portali społecznościowych.
Po pierwsze Steemit to pewna gospodarka, co oznacza, że relacje pomiędzy nami przypominają nie tylko relacje osób opowiadających sobie np. o swoich pasjach, ale także relacje między firmami, prowadzącymi wspólne biznesy.
Element polityki i związanej z nią przemocy jest moim zdaniem już obecny na Steemie - ponieważ mamy możliwość flagowania. Na wolnym rynku firmy mogą konkurować, mogą też kupować lub odmawiać zakupu towaru - dzieje się to u nas poprzez upvotowanie/nie upvotowanie. Firmy nie mogą sobie jednak nawzajem zajmować majątku, a na pewno nie mogą tego robić bez wyroku sądowego. Na Steemicie natomiast poprzez flagowanie jest to możliwe. Polityka i przemoc są tutaj w pełni realne.
I wreszcie - nie mamy tu ODGÓRNEJ moderacji i bardzo to sobie cenimy. Co jednak wcale nie znaczy, że my sami nie możemy jakichś ODDOLNYCH form samo-kontroli ustanowić, a następnie przestrzegać i egzekwować.
Po co jednak mielibyśmy to robić? Wielu polskich Steemian wypowiadających się na temat regulaminu uważa ten ostatni za w ogóle niepotrzebny, za swego rodzaju “krok wstecz”. Aby wyjaśnić, dlaczego moim zdaniem bardzo się oni mylą, zacznę od pokazania, jak we wczesnym kapitalizmie ukształtował się związek pomiędzy prawem (jak np. regulamin), władzą (np. wiążącą się z możliwością flagowania) a biznesem (jak np. zarabianie STEEM-u).
Prawo drogowe to bardzo ciekawy przykład naszego stosunku do wszelkich regulaminów. Jest notorycznie lekceważone, a społeczne potępienie dla wykroczeń jest bardzo słabe - pomimo 1 000 0000 - 1 500 000 osób, ginących co roku w wypadkach samochodowych.
Opowieść o dwóch braciach
Aby nie zanudzać czytelnika nudnymi konstrukcjami teoretycznymi, skorzystam z przykładowej opowieści historyka Yuvala Harari o tym, jak w początkach XVII wieku maleńka Holandia wygrała rywalizację gospodarczą i polityczną z władającą wówczas światem potężną Hiszpanią. Zdaniem Harariego decydującym czynnikiem była ocena obu państw jako miejsc, gdzie warto wkładać czas, wysiłek i pieniądze. Innymi słowy Holendrzy wygrali, bo skupili się na tym, aby wyglądać jak najlepiej w oczach potencjalnych inwestorów.
Dla uzmysłowienia czytelnikom, jakie wchodziły w grę mechanizmy, Harari opowiada fikcyjną historię niemieckiego przedsiębiorcy, którego dwaj synowie otworzyli przedstawicielstwa firmy: młodszy brat w Madrycie, a starszy w Amsterdamie. Obaj dostają od ojca fundusze na rozpoczęcie działalności. Starszy brat pożycza Holenderskiemu kupcowi, który inwestuje w bezludną wyspę za oceanem, zwaną Manhattanem, bo podejrzewa, że ceny tamtejszych gruntów szybko wzrosną. (Handel na rzece Hudson szybko się rozwija...). Drugi brat pożycza królowi Hiszpanii na wojnę z królem Francji.
Raz na wozie, raz pod wozem...
Po roku Holender bez problemu zwraca dług wraz z obiecanym procentem. Król Francji natomiast, mimo wygranej wojny, potrzebuje pieniędzy na nowym froncie, tym razem przeciwko Turkom. Młodszy brat na daremno przypomina o zobowiązaniu: nie tylko nic nie zarabia, traci także swój podstawowy kapitał. Na dodatek skarb Hiszpanii domaga się nowej pożyczki i młodszy syn przekonuje ojca, że tym razem król się wywiąże.
W międzyczasie starszy brat obraca w Amsterdamie coraz większym kapitałem, pożyczając go przedsiębiorczym Holendrom. W pewnym momencie jeden ze stałych klientów namawia go na sfinansowanie w Paryżu sklepu z holenderskimi drewniakami. Francuzkom tego rodzaju obuwie nie przypada do gustu. Wcześniej solidny klient zaczyna spóźniać się ze spłatą długu.
Tym razem wygląda, że obaj bracia “wtopili”. Nic podobnego.
Inwestycje i prawo
Gdy wściekły ojciec nakazuje synom wytoczyć sprawy o zwrot pożyczek, sędziowie w Madrycie, podlegający królowi, odrzucają pozew młodszego syna. W Amsterdamie, gdzie sądy są niezależne, wyrok pozwala starszemu bratu na zajęcie własności dłużnika aż do chwili uregulowania zapłaty. Niemiecki biznesmen już wie, że lepiej robić biznes w Amsterdamie, niż w Madrycie. Niestety, król Hiszpanii obawia się buntu od dawna nie opłacanych żołnierzy i wtrąca młodszego syna do więzienia pod sfabrykowanymi na szybko zarzutami. Może go oczywiście ułaskawić - gdy tylko dostanie trzecią “pożyczkę”...
Niemiecki przedsiębiorca ma dosyć. Wykupuje ukochanego młodszego syna, ale poprzysięga, że nigdy już żadnego interesu z Hiszpanami nie ubije. Zamyka oddział w Madrycie i daje młodszemu synowi stanowisko zarządcy nowego oddziału: w Rotterdamie… W międzyczasie chodzą słuchy, że nawet kupcy hiszpańscy po cichu wywożą swe fortuny z ojczystego kraju, aby je zainwestować gdzieś, gdzie prawa są przestrzegane…
(Tutaj kończy się opowieść Harariego, ale łatwo poznać jej dalszy ciąg, guglując Dutch Empire albo Stock exchange - Early history).
Po zwycięskiej bitwie na płyciźnie Downs (1639 r.) Holendrzy odebrali Hiszpanii panowanie na morzach i oceanach świata (obraz Reiniera Noomsa)
Twarde realia STEEM-u
Wróćmy do XXI wieku: piszemy na blockchain. Cenimy decentralizację. Zarabiamy w kryptowalutach. Czy ta opowiastka z samego początku kapitalizmu może nas czegoś nauczyć? Poniżej tłumaczę z angielskiego fragmenty dwóch dramatycznych postów, wywołanych czymś, co niepokojąco przypomina mi stosunki społeczne i polityczne w Hiszpanii z opowieści Harariego:
Steemit to dyktatura i doświadczyłam tego na własnej skórze. W ciągu ostatnich dwunastu godzin byłam przedmiotem osobistych ataków, zarówno słownych, jak i poprzez flagowanie (...). Jeśli tak to sobie i
wyobrażają, nie mam zamiaru w tym uczestniczyć. I ty także nie powinienieś. Wiem, że niektórzy Steemianie są zależni od dochodów z portalu. Jestem przekonana, że będą oni publikować do momentu, kiedy staną się na tyle duzi, że dyktator ich zauważy i zrówna z ziemią.
Byłem obrażany, grożono mi, fałszywie oskarżano, flagowano non stop przez cały ostatni tydzień - robił to on i jego zausznicy. W tej chwili jestem najbardziej oflagowanym account na całym Steemicie (...) Rozdałem 100 STEEM-ów na Boże Narodzenie, a on oflagował ten post do zera. I sześć innych także - połowa z nich jest niewidoczna.
Celowo nie podaję linków ani accounts “ofiar” czy “dyktatorów”. (Chodzi o cztery zupełnie różne osoby, żadna z nich nie pisze na tagu polish). Jeśli mogłem o tym przeczytać to tylko dlatego, że skarżący się mieli na tyle SP i wsparcia “wielorybów”, aby się upomnieć, zaprotestować - i nie zostali natychmiast uciszeni. A ile średnich i małych account jest rozgniatanych poprzez personalne ataki i nikt tego nawet nie zauważa?
Niepisane regulaminy
I teraz moje pytanie brzmi: jak zareagują autorzy i inwestorzy, których chcemy przyciągnąć i zatrzymać (!) na Steem-ie, gdy spotkają się z sytuacją, kiedy posiadacze dużej ilości SP na własną rękę wymierzają kary nawet nie poszczególnym wartościowym postom (jak ten o prezentach na Boże Narodzenie), ale wyznaczają i wymierzają swego rodzaju kary personalne? Czy nie poczują się oni przypadkiem tak, jak ów niemiecki kupiec, który zainwestował w Hiszpanii tylko po to, aby poczuć na własnej skórze skutki królewskich kaprysów i despotyzmu? I czy nie zareagują tak samo: uciekając ze Steemita gdzie ich oczy poniosą?
Moim zdaniem nie ustalając wspólnego regulamin w naszej społeczności zdajemy się na różnego rodzaju niepisane regulaminy i kary, odzwierciedlające gusta rozmaitych “królów” i “magnatów” z większym SP, niekiedy mało zainteresowanych przyszłością całej społeczności, a skłonnych do wyrównywania osobistych rachunków. Moim zdaniem niewiele będzie się to różnić od “praw” obowiązujących na feudalnych dworach, gdzie kariery robili nie ci, co mieli najlepsze pomysły na zarządzanie państwami czy posiadłościami - ale ci, co najzręczniej potrafili podlizać się despotycznemu władcy.
Najzwyczajniej obawiam się, że możemy wylądować w chaosie rozmaitych mniejszych i większych ośrodków władzy, których wojenki między sobą, a także tendencje do brutalnego “dyscyplinowania” słabszych - dramatycznie popsują obraz polskiego Steemu w oczach potencjalnych autorów i inwestorów. Instytucje regulaminu i “Rozjemców”, jeśli miałyby silne poparcie tych wśród polskich Steemian, którym zależy na rozwoju platformy - mogłyby skutecznie zapobiegać takiej “feudalizacji” tagu polish.
Czubek góry lodowej
Skupiłem się na zaledwie jednym z wielu problemów, jakie mogłyby rozwiązać uchwalenie naszego wspólnego regulaminu i wybranie jego egzekutorów.
Inne tylko wyliczę. Mam na myśli np. możliwość wsparcia większymi siłami (i większym SP) tych, którzy do tej pory na własną rękę budowali tag polish i często za to obrywali, a poza tym zwyczajnie nie dają rady przy dużym tempie rozwoju platformy. (Zwłaszcza wszelkie inicjatywy typu kuratorstwa i konkursy zasługują moim zdaniem na powszechne, instytucjonalne wsparcie).
Dalej: Rozjemcy mogliby koordynować różne - jak najbardziej pozytywne - inicjatywy, np. związane z edukacją nowych polskich Steemian. Mamy już po polsku wiele świetnych tekstów propedeutycznych i jedną linkownię; mamy osoby z ogromnym dorobkiem i doświadczeniem w zakresie działań powitalnych i nauczania, a ostatnio także pojawił się bot powitalny. To wszystko mogłoby sprawnie współdziałać ze sobą.
Dalej: wartoby społecznie konsultować działania charytatywne i public relation, czyli takie, które robią coś dobrego i zarazem reklamują cały polski Steemit w “nie-kryptowalutowej” rzeczywistości. Tego rodzaju działania wiążą się jednak z wydawaniem naszych funduszy “na zewnątrz” - i mogą być w związku z tym kwestionowane. (Z drugiej strony ich autorzy zasługują na masowe wsparcie, o jakie łatwiej będzie, jeśli o środki postara się centralna instytucja, do której większość społeczności będzie miała zaufanie).
I wreszcie - wraz z możliwym “potopem” nowych Polaków, o bardzo różnych charakterach, a także w związku z różnymi opiniami, jakie będą towarzyszyć drastycznym zmianom samego Steemita (jak wprowadzenie opcji “communities”) - może warto by jakoś ustandaryzować nasze sposoby rozsądzania sporów, aby zajmowały nam one jak najmniej czasu?
Z deszczu pod rynnę
Zachęcam gorąco wszystkich polskich Steemian, którym zależy na przyszłości platformy i na zyskach z ich własnej inwestycji - do popatrzenia na zdecentralizowaną społeczność w szerszej perspektywie historycznej niż ostatnie 50 czy 300 lat. Jako Polacy jesteśmy oczywiście nieufni wobec wszelkiej władzy państwowej, bo kojarzy nam się z zaborami i totalitaryzmem. Jako z kolei Steemianie nie ufamy moderatorom, bo kojarzą się nam oni z arbitralnością i społeczną szkodliwością Facebooka, Youtube itp.
Może jednak broniąc się przed centralizacją nie popadajmy w odwrotną skrajność, a zwłaszcza pamiętajmy, że tam gdzie mamy gospodarkę i politykę - ktoś w taki czy inny sposób będzie zawsze starał się narzucić innym swoją wolę i karać "winnych" (nawet jeśli nie nazwie tego “zasadami”, “prawem” czy “regulaminem”). Czy nie lepiej, abyśmy zamiast tego wszyscy razem stworzyli zasady, według których chcemy współpracować?
Wystarczyło, że na kilka tygodnia ceny naszych walut osiągnęły okolice $10, a już się pojawiły spore “napięcia społeczne”. Co będzie przy cenach $30, $50 albo $100? Steem blockchain ma taką przewagę techniczną nad konkurencją, i tak wiernych użytkowników - że wysokie ceny, a także zwabieni nimi coraz potężniejsi “gracze” są bardzo prawdopodobni. Moim zdaniem historia uczy nas, że regulamin lub regulaminy, pisane lub niepisane, powstaną na tagu polish. Powstaną, bo powstają wszędzie, gdzie w grę wchodzi biznesowa konkurencja i polityczne zmagania o władzę. Pytanie tylko, CZYJE będą te regulaminy.
I - przede wszystkim - czy będą one przyciągać, czy odstraszać dobrych autorów i poważnych inwestorów.
P.S.
Doskonale zdaję sobie sprawę, że nawet ci moi czytelnicy, których przekonają moje obserwacje co do oczekujących nas zagrożeń - mogą mieć poważne wątpliwości, czy w ogóle jest możliwa taka forma samoorganizacji naszej społeczności, która będzie 1) możliwa do wprowadzenia na blockchain Steem i zgodna z jego pryncypiami 2) nie przyniesie więcej szkody niż pożytku (np. gdybyśmy niechcący doprowadzili do “wtórnej centralizacji” forum albo gdyby Rozjemcy sami stali się “dyktatorami”). Dlatego przypominam, że mój tekst to tylko pierwsza część mojej pracy, na lekturę drugiej części zapraszam w najbliższą niedzielę (ten tekst i tak jest już baaardzo dłuuugi).
PS 2
Druga część jest już opublikowana tutaj.
Korzystałem z: Yuval Harari, Sapiens, Londyn 2011, s. 355-360.
Zgłaszam do konkursu “Wokół regulaminu” w temacie 1.