Chcę ponownie podziękować za to, że zdecydował się podjąć moje wyzwanie i opowiedzieć, jak ktoś nie wyznający żadnej religii poznaje świat. Skąd my ateiści i "bezwyznaniowcy" bierzemy wiarygodne informacje, których nie podpowiada nam ani ksiądz, ani rabin, ani żaden inny natchniony przez Boga autorytet?
W swoim konkursowym artykule kładzie ogromny nacisk na to, czego sami doświadczyliśmy, a dopiero w drugiej kolejności pisze o informacjach, przygotowanych dla nas przez innych, np. przez naukowców lub agencje prasowe. Nazywa nasze doświadczenia “pierwszym filtrem rzeczywistości”. Używa sugerującego bardzo bezpośredni kontakt z rzeczywistością określenia “zderzenia z obserwowanymi obiektami”. (Tymi obiektami mogą być ludzie, zjawiska lub relacje).
Zwróciłem od razu uwagę na ten wątek, bo w innym tekście określił ludzi religijnych jako tych, którzy postępują odwrotnie: “nie chcą znać faktów, nie potrzebują kontaktu z rzeczywistością”.
Kłopoty z “doświadczeniem”
Tymczasem zawodność ludzkiego doświadczenia jest znana psychologii eksperymentalnej od dziesięcioleci. A filozofom i cyrkowym magikom od długich wieków....
Zostawmy zresztą na boku magów i filozofów. Chciałbym przypomnieć znane studium “Drzwi” z lat 90. Jeśli ktoś nie zna tego eksperymentu, chodzi o sytuację, kiedy jeden z aktorów-uczestników eksperymentu udaje turystę, prosząc o wskazanie drogi na mapie. Przypadkowy przechodzień, nieświadomy, że jest tutaj “królikiem doświadczalnym” usiłuje “turyście” pomóc. Cierpliwie tłumaczy i wskazuje kierunki. Scenkę na kilka sekund przerywa dwójka innych aktorów, przenoszących pomiędzy rozmawiającymi masywne drzwi.
Cały eksperyment jest zarejestrowany tutaj. (Zobaczcie to wideo, zanim będziecie czytać dalej, jeśli go jeszcze nie znacie. Trwa 2 min.: znajomość angielskiego nie jest potrzebna, wystarczy uważnie obserwować, co się dzieje).
Obejrzeliście? Niesamowite, prawda? Co druga osoba, poddana temu eksperymentowi w ogóle nie zauważyła, że podczas przenoszenia drzwi jej dotychczasowy rozmówca został chytrze “podmieniony”.
We władzy opowieści
Jak to możliwe? Powiedziałbym tak: nie “doświadczamy” żadnej nieruchomej i niezmiennej “rzeczywistości”. Nie widzimy układanki z osobnych rzeczy: zagubionego turysty, mapy i dwóch mężczyzn z drzwiami. Gdyby nasz umysł był w równomiernym kontakcie z wszystkimi rzeczami dookoła, pojawienie się nowej osoby, a także sam moment zamiany - nie mogłyby ujść niczyjej uwagi.
Zamiast oglądać turystę, mapę i mężczyzn z drzwiami, bierzemy udział jako aktorzy w prostej opowieści według znanego nam scenariusza. Turysta pyta nas o drogę. Usiłujemy mu pomóc. Szukamy na mapie miejsca, gdzie jesteśmy i punktu docelowego. (Przez chwilę przeszkadza nam dwójka mężczyzn, niosących drzwi). W końcu wskazujemy kierunek i opisujemy turyście, którędy ma iść. Turysta dziękuje i odchodzi.
Tyle. Tak to powinno było wyglądać. W tym znanym wszystkim nam scenariuszu nie było wydarzenia “jeden z mężczyzn niosących drzwi pojawia się na miejscu turysty, któremu wskazywaliśmy drogę”. W efekcie to nieplanowane wydarzenie w ogóle się nie pojawiło w doświadczeniu! Chciałbym to mocno podkreślić. Jak wyjaśnia Daniel Simons, kiedy cały podstęp został ujawniony uczestnikom eksperymentu, bynajmniej nie przypominali oni sobie nagle, że rzeczywiście! Wcześniej i później mówili z dwiema różnymi osobami!
Zapamiętali tylko jedną osobę. Bo tylko tyle zobaczyli.
Czy trójkątna konstrukcja na zdjęciu stoi czy leży na stole? (zob. trójkąt Penrose'a)
Po co powstał ludzki umysł?
Nasze zmysłowe doświadczanie świata bywa jak pies prowadzony na smyczy rozmaitych opowieści, których scenariuszy uczymy się pilnie od najwcześniejszego dzieciństwa. Czy jesteśmy w ten sposób ślepi na nieistotne drobiazgi, czy może nie widzimy samych fundamentów otaczającej nas rzeczywistości? Filozofowie łamią sobie nad tym głowę od niepamiętnych czasów.
W każdym razie dziś możemy już eksperymentalnie sprawdzić, jak różnorodne są i jak wielu zakresów dotyczą niedoskonałości naszego doświadczania świata. Potwierdzają to inne eksperymenty Simonsa, a także bardziej współczesna seria popularnonaukowa “Brain Games”. To niezwykle intrygujące filmy, których metodologicznym zapleczem jest kognitywistyka - nauka o umyśle jako narzędziu przetwarzania informacji, powstałym w rezultacie biologicznej ewolucji. Zdaniem kognitywistów, umysł ma dostęp do rzeczywistości głównie w takich zakresach, gdzie było to ewolucyjne korzystne. Inne zakresy może nawet całkowicie pomijać.
W efekcie, jak to dosadnie ujmuje Simons: widzimy świat takim, jakim ten świat NIE jest.
Halucynacje zbiorowe i pożyteczne
Simonsa krytyka naszego sposobu doświadczania rzeczy fizycznych wydaje mi się zresztą drobiazgiem w porównaniu z problemami, związanymi z naszym doświadczaniem zjawisk społecznych. Nie mówię tutaj tylko o ewidentnie intersubiektywnych (żyjących w naszej wspólnej, zbiorowej wyobraźni) tworach jak religie czy ideologie. Chodzi także o państwa, narody, przepisy prawne, przedsiębiorstwa, a nawet pieniądze i prawa człowieka! Wszystkie te zjawiska są częściami otaczającego nas świata, w które wierzymy nie mniej, niż ludzie religijni w Boga. Bez tej wiary - a nie tylko samej wiedzy! - homo sapiens prawdopodobnie nie stworzyłby wielkich społeczności, nigdy by nie dominował na Ziemi.
Problemy ze zjawiskami społecznymi obejmują np. decydowanie, czy lepiej żyć w państwie jedno- czy wielonarodowym; czy bardziej eleganckim samochodem jest BMW czy Mercedes; czy bardziej można polegać na dolarze czy na bitcoinie. Spory w takich sprawach są tak samo odległe od obiektywizmu i racjonalnej kalkulacji, jak spory chrześcijan, muzułmanów i Żydów o boskość Chrystusa...
Czy można iść po schodach cały czas w górę (lub w dół), a jednak wracać do tego samego miejsca? (zob. schody Penrose'a)
Informacje z drugiej ręki
Nie wszystkiego musimy doświadczyć osobiście.
Po opisaniu roli doświadczenia w budowaniu nie-religijnego obrazu świata wskazuje na inne źródła. Jest bardzo krytyczny jeśli chodzi o codzienne wiadomości z mediów. Ufa agencjom prasowym, ale przyznaje, że najwięcej dowiadujemy się dzisiaj z - piszących “pod” czytelników i reklamodawców - gazet i stron internetowych.
stosuje wtedy “weryfikację”. (Czy jednak w potopie informacyjnym XXI wieku jakakolwiek próba sprawdzania newsów na własną rękę nie jest z góry skazana na niepowodzenie? Stąd rosnąca rola reputacji, a także apele o nowe formy edukacji medialnej).
Pozostają prace naukowe. widzi problem także tutaj: badania mogą być tendencyjne w interesie sponsorów. Ale z tym można sobie poradzić, czytając recenzje i sprawdzając, czy praca nie została wycofana. I tyle.
nazywa korumpujący wpływ sponsorów “jedną” kontrowersją w nauce.
Jedną jedyną? Trochę to tak brzmi, jakby poza tym nauka była bezproblemowym dostępem do rzeczywistości...
Memy
Ponownie cofnę się do sposobu, w jaki wcześniej krytykował sposób poznawania świata przez ludzi religijnych. Przedstawił tzw. memetyczne wyjaśnienie, czym jest religia:
Religia będzie kompleksem memów, które poprzez zaszczepianie wrażenia prawdy, pewności i cnoty wobec proponowanych rozwiązań i odpowiedzi na pytania o istnienie i sens świata, paraliżują „nosiciela” i zmuszają go do własnej propagacji
O co tutaj chodzi? Otóż ktoś religijny w ramach teorii memetycznej jest poniekąd “zakażony” takimi czy innymi wierzeniami, które rozchodzą się w kulturze podobnie, jak geny w naturze - czyli bez “oglądania się” na organizm nosiciela. Nosiciel jest bierny, “sparaliżowany” i “zmuszony” do upowszechniania memów.
David Deutsch w książce “Początek nieskończoności” pisze podobnie o “anty-racjonalnych” memach. Przykłady takich memów to posłuszeństwo autorytetom, myślenie życzeniowe, tendencyjność. Deutsch uważa, że przez całe tysiąclecia przed powstaniem nowożytnej nauki tego rodzaju memy - w religiach i mitologiach - hamowały postęp. Aktywnie zapobiegały krytycyzmowi i tworzeniu nowych idei.
Rewolucja naukowa według Deutscha rozpoczęła się dopiero dzięki memom racjonalnym, takim jak np. równania Newtona. Te nowe memy mają odmienną strategię. Rozpowszechniają się dzięki temu, że były użyteczne dla ludzi. Dzięki odkryciom Newtona możliwe stało się budowanie skutecznych armat i bezpiecznych mostów.
Czy linie na rysunku mogą proste i równoległe, a jednocześnie zakrzywione? (zob. iluzja "Ściana kawiarni")
Granice wiedzy naukowej
A jednak ujęcia i Deutscha różnią się w jednym bardzo ważnym punkcie.
Deutsch nie wiąże z nauką samych tylko racjonalnych memów. Poświęca cały rozdział swojej książki “złej filozofii”, zapobiegającej rozwojowi wiedzy w fizyce teoretycznej. Jego zdaniem słynna interpretacja kopenhaska w mechanice kwantowej działa dokładnie tak, jak anty-racjonalny mem. Aktywnie zapobiega poszukiwaniu poprawnej metodologicznie interpretacji zjawisk kwantowych. (Więcej o tej interpretacji tutaj).
Trochę mi brakuje u podobnej konsekwencji... Jeśli używamy memetyki do skrytykowania religii - dlaczego nie użyć jej także do skrytykowania nauki?
Deutscha krytyka fizyki wydaje mi się zresztą drobiazgiem w porównaniu z bardziej zasadniczymi ograniczeniami wiedzy naukowej, które wychodzą na jaw zwłaszcza wtedy, kiedy pytamy o potencjalne źródła dla budowy współczesnego światopoglądu. Wynikają one z wtórności instytucji naukowych wobec konsensusu społecznego; z dominacji porządku ideologicznego w zakresie zastosowań nauki; z ograniczeń poznawczych, wynikających z samej natury nauki; z małej ścisłości psychologii i nauk społecznych. (Znacznie dokładniej omówiłem te problemy tutaj).
Moim zdaniem nawet jeśli porzuciliśmy religię i ufamy naukowcom, nigdy nie powinniśmy nauki idealizować.
… A może zacząć zupełnie inaczej?
Być może zamiast wychodzić od czegoś w rodzaju “czystej kartki”, na którą dopiero w sposób krytyczny i obiektywny wpisujemy informacje z doświadczenia i z drugiej ręki - lepiej od samego początku przyznać się do jakiejś antropologii?
Na przykład : można jasno i otwarcie oświadczyć, że wychodzi się od ewolucyjnej wizji człowieka. Wtedy od razu wyjdzie na jaw - dzięki kognitywistyce - że doświadczenie świata jest ograniczone. A jeśli potem do tego dodamy ewolucję kultury od razu wyjdzie nam na jaw - dzięki memetyce - że nasza nauka także jest ograniczona. (Oczywiście pod warunkiem, że memetycznej krytyki nie ograniczymy do samej tylko religii…).
Być może po przyznaniu się do tych wszystkich ograniczeń będziemy mniej pewni naszego obrazu świata. Ale jestem przekonany, że w oczach ludzi wierzących staniemy się bardziej wiarygodni.
Napisałem ten tekst jako ripostę w ramach konkursu "W labiryncie świata"
Wiara bez religii – bezbożnika poradnik po świecie, tu
Masz pojęcie? ~Religia~ , tu
Zdjęcia pochodzą z: