Źródło: Pixabay
Dobry wieczór.
Pospałam solidnie, ale przez te głupie leki wstałam bardzo zamulona. Było po siódmej i bardzo chciałam spać dalej, ale stwierdziłam, że teraz jeszcze nie będzie takich kolejek w sklepach, a ja koniecznie musiałam zrobić zakupy, bo lodówka pusta. Wstałam, zrobiłam sobie kawę i przygotowałam listę zakupów. W trakcie przeglądania gazetki z radością odkryłam, że jest promka na karkówkę i cyce z kurczaka, a moje zapasy mięsa dosyć się ostatnio skurczyły. Ubrałam się i poleciałam do sklepu. Pierwsze co to wpadłam na lodówki z mięsem i udało mi się capnąć dwie ostatnie paczki karkówki. Nawet nie wiecie jak mnie to ucieszyło. Potem już na luzie zebrałam do koszyka resztę zakupów i poleciałam do kasy. Warto czytać gazetki, bo dzięki temu dzisiaj otrzymałam na moje zakupy 70 zł upustu. Dla mnie to potężne pieniądze. Kupiłam dużo, ale na kilka dni będę miała spokój z robieniem zakupów, nie mówiąc już o tym, że odbudowałam zapasy mięsa z promocji.
Źródło: fotografia własna
Pominęłam istotny zakupowy fakt. Kupiłam sobie batonika. Już od wczoraj miałam ssanie na słodkie i oczywiście pierwszym odruchem była chęć kupna dużej czekolady i obżarcie się na maxa. Jednak wygrałam tę bitwę. Kupiłam sobie Kinder Bueno i zjadłam ze smakiem do kawy. 45 dni trzymałam dietę bez odstępstw, więc myślę, że zasłużyłam w pełni. Po kawie ubrałam się do biegania. Plan na dziś był prosty: 2 min rozgrzewki + 1,61km biegu + 2 min schłodzenia. Wyszłam z domu i o dziwo GPS załapał od razu. Na początku nie chciało mi się biec, ale potem się rozkręciłam. Tak się zasłuchałam w podcast, że nawet nie kontrolowałam tego ile jeszcze zostało mi do przebiegnięcia. Po zrobieniu schłodzenia oczywiście kontynuowałam bieg, ponieważ nie umiem szacować tak krótkich tras. Będąc już pod blokiem i kończąc trening zauważyłam, że mam tętno powyżej 160 uderzeń. Zdziwiło mnie to bardzo, bo biegało mi się bardzo komfortowo i przyjemnie. Nie wiem czy to kwestia zasłuchania się w podcast czy co, ale kompletnie tego treningu nie odczuwałam jako mocny, a tu proszę, taka niespodzianka. Średnie tempo bardzo mnie uszczęśliwia.
Po bieganiu prysznic, nawodnienie i śniadanie. Smakowało wybornie. Jak już zjadłam to poczułam takie zmęczenie, że musiałam się położyć na małą drzemkę. Z małej drzemki wyszły ponad 2 godziny snu, ale nie miałam o to do siebie pretensji, ponieważ po pierwsze mam dzień wolny, a po drugie zrobiłam mocny trening. Jak już wstałam to oglądałam "Na Wspólnej" i obserwowałam mojego śpiącego psa.
Źródło: fotografia własna
Późno zjadłam obiad, bo było koło 18. To sprawiło, że kolację musiałam w siebie wmuszać. Dzisiaj totalnie nie poszło mi z układaniem jadłospisu, ponieważ prawie dwukrotnie przekroczyłam ilość tłuszczów i zabrakło mi 40g węgli do celu. Nic to jednak, wyciągnę z tego wnioski i mam nadzieję, że jutro pójdzie mi trochę lepiej. Nie jestem zbyt dobra w układanie sobie jedzenia i często nie trafiam w makroskładniki, ale najważniejsze to, żeby kalorie się zgadzały, a jak raz czy dwa nie dowiozę jakiegoś makroskładnika to myślę, że świat się nie zawali. Nie jestem wyczynowcem, który musi mieć dietę dopiętą na ostatni guzik.
Jestem okropnie zmęczona i trochę już przymulona po lekach więc idę spać. Ze smutkiem przyjęłam dzisiaj informację, że Tomek Jakubiak zmarł. Bardzo mu kibicowałam, ponieważ lubiłam oglądać jego programy. Jego śmierć poruszyła we mnie lęki, że na bank mam mutację genetyczną BRCA1 i też odejdę na raka. Trudny to dla mnie temat. Nie umiem się pogodzić ze śmiertelnością. Wiem, że jest to temat do pracy na terapii, bo sama nie umiem go okiełznać, ale na terapię przyjdzie jeszcze czas. Na razie trzeba wszystkie siły skupić na spłacie kredytów, a jak w końcu za parę lat będę wolnym człowiekiem to zajmę się takimi tematami.
Posiłki:
- Kinder Bueno
- kanapki z jajkiem i twarogiem
- makaron z sosem
- owsianka z bananem i serkiem wiejskim
Białko: 95g
Tłuszcze: 74g [!!!]
Węgle: 200g
Do jutra.