Źródło: Pixabay
Dzień dobry.
Myślę, że powoli wracam na właściwe tory [bardzo powoli], bo skoro coś mnie mocno rozbawiło to jest to dobry znak. Ale może od początku choć korciło mnie, żeby raczej się na ten temat nie odzywać, ale ponoć wolność słowa i takie tam.
Tak czytam ostatnio to #polish i nadziwić się nie mogę marudzeniu, że hajsów to tu za dużo nie ma. I bynajmniej nie mam problemu z tym, że ktoś za swoją PRACĘ chciałby dostać wynagrodzenie, ba, jestem zwolenniczką tego, że ludzie najciężej pracujący powinni być najlepiej wynagradzani co w naszym kraju jest w ogóle myśleniem dość abstrakcyjnym i roszczeniowym. I z racji tego, że nasz rodzimy tag czytam od deski do deski to nie mogę wyjść z podziwu dla odwagi i irracjonalności tego narzekania. Czemu? Bo nie narzekają osoby, które coś wnoszą nie wiem, sztuka, ciekawostki, ciekawe miejsca, przekazywanie wiedzy, pomoc uchodźcom, nietypowe zainteresowanie. O nie, nie. Narzekają osoby, które piszą krótkie posty bardzo często naszpikowane błędami ortograficznymi, interpunkcyjnymi i de facto logicznymi, bo czasami jest to taki hardkorowy potok myślowy, że choć bardzo się staram to nie wiem o co w danym poście chodzi. Zatem jako członek tej cudownej społeczności, którą kocham bardziej niż 99,9% własnej rodziny czytam, ale nie głosuję, bo wolę swoim głosem choć marnej wagi to jednak wynagrodzić kogoś, kto w swój wpis włożył serce, wiedzę, pracę, to coś, co sprawia, że robię wielkie oczy jak czytam. Kocham w ogóle opowieści przyrodnicze pewnej pani, bo uczę się więcej niż w szkole i kocham swobodne fruwanie myśli, bo opowieść dość długa, ale arcy ciekawa o opuszczonym sadzie jabłoni siedzi we mnie nadal, bo była cudownie napisana. Jak zatem posty kilkulinijkowe zawierające często jedynie raport z actifififi coś tam i narzekanie na zarobek na Hive mogą oczekiwać porównywalnego wynagrodzenia? Nie wiem choć się domyślam. Strasznie to polskie, narzekać, a nie brać się do roboty.
Zresztą daleko nie szukając ja piszę w pizdę długie posty, które uważam, że czytają tylko masochiści [i ja, bo czytam je przed publikacją, żeby wyłapać literówki etc, ale ja do zdrowych psychicznie nie należę], myślę, że wkładam w to max serca, które potrafię z siebie wykrzesać i jakoś te cyferki pod wpisami się kręcą, a przecież nie należę do żadnych kółek wzajemnej adoracji, nie ogarniam żadnych dziwnych tematów typu kuratorzy jakieś tipy i inne chuje muje, jestem tylko zwykłym alkusem, który coś z siebie daje, głównie dla siebie to prawda, ale może i kiedyś dla kogoś. Czyli można jak się pracuje. Ba, mnie nigdy nawet nie interesowały tu zarobki, nie po to tu wlazłam. Od 9 dni uczę się angielskiego, jak za 50 lat się go nauczę to moooże wtedy coś pomyślę, ale teraz? Tutaj? Hahaha.
Co za śmieszne zjawisko, naprawdę.
Noc była bardzo spokojna choć mega zimna. Zrobił się pierwszy poważny przymrozek, co uwypukliło problem dość poważny z moim prywatnym samochodem, że zbiera się w nim za dużo wilgoci przez co rano miałam w środku grubą warstwę lodu. Problem jest poważny, bo auto jest dość leciwe i nie czuję się komfortowo stojąc 20 minut i grzejąc auto na pełną pizdę, żeby w ogóle móc ruszyć. Trochę poczytałam, wydałam z ciężkim sercem szalone 40 zł na bardzo duży pochłaniacz wilgoci i spróbuję go wdrożyć razem z dobrymi praktykami dbania o wentylację w aucie i mam nadzieje, że to coś poprawi sytuację.
Pojawiła się też dobra wiadomość przynajmniej dla mnie, że od grudnia wchodzi do mojego miasta kolejny przewoźnik i jest taki myk, że będę jeździć na dwóch apkach. Ucieszyło mnie to bardzo, ponieważ martwię się zimą co będzie jeśli chodzi o zarobek, a jednak z dwóch apek jest zawsze większe prawdopodobieństwo ciągłych kursów. Do tego jak podpowiada mi doświadczenie zdobyte na starcie Uber Eats tego typu firmy na samym początku na ogół dają super bonusy także zacieram rączki. Bardzo potrzebuję pieniędzy, jestem gotowa na ciężką pracę, więc zajebiście.
Mam trochę taki vibe, że pora przestać zawracać sobie głowę pierdołami typu jakieś głupoty czy inni ludzie, którzy nie są dla mnie ważni, bo gdy to robię to zaczynam odpierdalać szajs, a chcę się skupić totalnie na sobie i mam jakieś takie dziwne uczucie jakby jedna z pętli na szyi się rozluźniła. Nie chcę się rozmieniać na drobne, jestem dla siebie najważniejsza, a przynajmniej się staram i też widzę jak to procentuje, gdy się tego trzymam.
Rano zrobiłam coś co było w sferze moich planów bardzo długo, wiadomo, bo jestem mistrzynią planowania, a braku działania tzn. wzięłam się w końcu za ćwiczenia. Wróciłam z pracy, zjadłam śniadanie, rozłożyłam matę i zrobiłam sobie ćwiczenia rozciągająco - relaksujące. I mam w planach robić je codziennie po pracy. Czy to przypadek czy nie, ale zasnęłam całkiem szybko i obudziłam się przed terapią tylko raz, więc może jest w tym faktycznie potencjał, że jak w ten sposób przed snem się zrelaksuję to spać lepiej będę. Czas pokaże, wiara jest.
Na terapii dostałam srogi wpierdol i bynajmniej nie dlatego, że zapiłam, ale dlatego, że po prostu były poruszane ciężkie dla mnie tematy. Ciężkie tylko mam wrażenie, że takie, które po rozbrojeniu dadzą mi swobodnie oddychać, bo parę olśnień mnie dzisiaj spotkało i bardzo to lubię, bo dla mnie to znak, że ta godzina spędzona z terapeutą nie była godziną nieproduktywną. Dostałam zadanie domowe, czego kurwa nie lubię, ale jak mam być szczera to wszystkie poprzednie zlewałam ciepłym moczem, traktowałam mega po macoszemu i jest w moim planie naprawczym to, żeby zacząć się do nich po prostu przykładać. Na spokojnie usiąść, porządnie się zastanowić i rozpisać. W końcu robię to dla siebie, a jak nie dbam o siebie to widać jak kończę.
Nie wiem czy komukolwiek jest znane potoczne stwierdzenie, że jak wyglądasz jak milion dolarów to nigdy nie spotkasz nikogo znajomego, a jak wyglądasz jak gówno to spotkasz no i u mnie się dzisiaj ono kolejny raz sprawdziło. Włosy nie pierwszej świeżości i choć jeszcze nie tłuste to już brzydkie, morda opuchnięta po chlaniu, oczy zapuchnięte z niewyspania, stoję pod budynkiem, w którym odbywam terapię, palę papierosa i co? I spotykam koleżankę, której nie widziałam lat 15 lekką ręką. No fajnie.
Po terapii planuję zrobić kilka lekcji na Duolingo, bo tak jak wspomniałam zaczęłam się uczyć angielskiego i myślę, że skoro nie stać mnie na lekcję tu na miejscu to dobry chociaż i taki start [jestem bardzo sumienna o dziwo, nawet najebana], jakiś obiad, trochę pospać i do pracy. Nie lubię czwartków, bo ta terapia w połowie dnia bardzo mi rozbija ten dzień, ale niestety nie ma możliwości obecnie przenieść jej na godzinę poranną choć zgłosiłam taką chęć i jak się uda to się uda.
Koniec płaczu, czas się brać do roboty. I tego życzę wszystkim marudom, a sobie najbardziej.
Zdjęcie z nocy
Źródło: fotografia własna
Jeszcze na koniec dostałam takiej czkawki, że zaraz wyrwie mi wnętrzności i myślę sobie, że to chyba kara za śmieszkowanie z postów na Hive. Auć.