Źródło: Pixabay
Dobry wieczór.
Muszę przyznać się bez bicia, że pokonały mnie dzisiaj problemy ze snem. Jak tylko wróciłam z pracy spać nie mogłam zupełnie, w późniejszej części dnia udało mi się pokimać raptem chwilę względem tego jak zmęczona byłam. Nic to, ponieważ dzięki zaczęłam się bawić apką do generowania obrazów i.. Przepadłam. Totalnie.
Było:
Źródło: fotografia własna
Wyszło:
Jaram się w opór. Naprawdę. I bez bicia się przyznam, że nie pamiętam kiedy coś mi sprawiło ostatnio tyle frajdy co ta apka.
W nocy miałam ciekawy kurs z osobnikiem innej narodowości, a i kolor skóry nasz podobny nie był i muszę powiedzieć, że udało mi się pierwszy raz w życiu przełamać i odpowiedzieć po angielsku. Co prawda to były proste zdania typu spoko idź do McDonaldsa, ja poczekam, ale.. Dla mnie był to niemalże krok milowy. Wstydzę się, po prostu, pewnie jakby mój zasób słownictwa był choćby w połowie taki jak w języku polskim to miałabym mniejsze opory, ale.. jak mam się pozbyć oporów jak nie będę mówić? Nie wiem. Mam w sobie mocne postanowienie, żeby odzywać się do zagranicznych pasażerów [a wbrew pozorom trochę ich jest] nawet jeśli będzie to jedno zdanie. Małymi krokami do przodu.
Angielski jest kompleksem mym wielkim, więc może czas zacząć aktywnie coś z tym robić. Z racji tego, że oglądam na instagrame Michała Karmowskiego [bardzo polecam nawet nie będąc siłownianym świrem] to zamierzam za jego przykładem po nowym roku nadwyżki finansowe przeznaczać na Preply. Wymowa, nauka, doskonalenie. Proste.
Gdy widzę ile będę zarabiać pracując sama na siebie widzę w tym potężny potencjał i chciałabym, żeby choć raz los mi udowodnił, że nie jest kutasem i wszystko runie.
Ogólnie rzecz ujmując poniedziałek jako dzień wolny w założeniu ma być moim dniem gospodarczym, ale dzisiaj nie wyszło z tego nic. Jestem zmęczona bardzo dlatego ze wstydem przyznam, że pół dnia przeleżałam w fotelu i bawiłam się apką do obrazów plus oglądałam serial. Może taki dzień był mi potrzebny? Nie wiem, ale nie mam wyrzutów sumienia chyba pierwszy raz od dawna, bo na ogół narzucam sobie przymus bycia produktywnym człowiekiem.
Muszę również ze wstydem się przyznać, że zmarnowałam dzisiaj 10 zł po to, aby przywieziono mi zakupy i w sumie tylko dlatego, że mam potworne nerwobóle w całej górnej części ciała i jest mi po prostu ciężko dziś. To nierozważne, bo powinnam liczyć każdą złotówkę, ale gdy sobie pomyślałam, że pusta lodówka = zwiększone głody alkoholowe to problemu większego nie miałam i zamówiłam zakupy na cały tydzień.
Bardzo się cieszę, że jutro mam sesję z panią psycholog, bo czuję się jakaś rozjechana. To chyba wizja tak bliskiego szczęścia [zakup auta i lepsze zarobki], które niby jest tuż, tuż, a jednak trochę trzeba poczekać. Sama nie wiem, ale trochę jakby mnie walec przejechał. Choć może też być tak, że dorabiam górnolotną teorię do zwykłego, ludzkiego, pospolitego zmęczenia.
Na wieczór planuję opatulić się kocem, zjeść coś dobrego i obejrzeć jakiś film. Taki niedziennikowy ten dziennik dzisiaj wyszedł, ale chaos w głowie i w sercu to i tutaj od razu apokalipsa.
Do jutra!