Dobry wieczor.
Bardzo źle spalam. Albo nie moglam usnąć albo mialam bardzo źle sny. Snil mi sie kilkukrotnie gwałt kilkukrotnie odbierałam sobie zycie odeszłam tez w wypadku i w wyniku raka. Wstałam tak potwornie zmeczona i nieszczesliwa ze mialam ochotę zapaść sie pod ziemię uciec zniknąć.
Po sniadaniu chcialam sie chwile położyć bo bylam naprawde wyczerpana ale wpadła pani psycholog I porwała mnie do stażystki psychologii. Pani stażystka chciała zrobic studium mojego przypadku na co sie zgodziłam. Niby czemu miałoby mi to przeszkadzać. Otwarcie porozmawiałyśmy z 1,5h. Trudna to byla dla mnie rozmowa bo pytała mnie o trudne fragmenty mojego życia ale przebrnęłam. Jeśli może jej to pomoc jakos w nauce czy tam pracy to spoko. Wróciłam do sali na dużych emocjach. Schowałam sie pod kocem I próbowałam nie umrzeć. Wrocil bol serca.
Nagle telefon. Nieznany numer. Byłam przekonana ze to ze szpitala w Szczecinie z poradni genetyczno onkologicznej. Nie myliłam sie. Pan doktor sie przedstawił i powiedzial ze nie mam po matce żadnej mutacji genetycznej i jestem cudownie zdrowa. Kilkukrotnie go dopytywałam czy jest pewny tego co mówi bo nie moglam uwierzyć ze choc raz los postawil na mnie nie nasrać tylko mi sprzyjać. Proszę państwa moge mieć w pizdzie raka pizdy i cycków bo jestem młoda zdrowa i moja zjebana matka nie przekazała mi swoich zjebanow genów. Generalnie zalecił i tak sie za parę lat zacząć profilaktycznie badać ale nie mam na sobie żadnego genetycznego obciążenia. Jak skończyliśmy rozmawiac to sie po prostu rozpłakałam. Ja generalnie nie płacze. Na tyle mocno blokuje swoje uczucia ze nie płacze ale po tej rozmowie cos mi puściło i sie po prostu rozpłakałam jak dziecko. Mialam juz wizję ze albo umrę albo bede sie ratować operacyjnie tylko no spoko babskie rzeczy mogą mi wyciąć bo rodziny i tak nie chce zakładać ale tak bardzo kocham swoje piersi ze nie dałabym rady przebrnąć przez amputacje. I wiecie co jest najlepsze? To juz nie jest kurwa mój problem bo jestem zdrowa!!! Stukam te słowa I wszystkie włosy na rękach stoją mi deba. Boję sie ze przez ten wyrzut euforii wpadnę w hipomanie lub manie ale jebac to. Najważniejsze ze nie zdechnę na raka a przynajmniej jest na to spora szansa.
Po obiedzie potrzebowałam chwile poleżeć ale nie dali pospac. Poszlam troche posiedzieć na tarasie i z kontemplacji ogródka wyrwał mnie telefon od przyjaciółki. Jestem dzisiaj totalnie nie do zniesienia ale ona z jakiegos powodu ze mną wytrzymuje. Nie wiem czemu i jakim cudem ale oczywiście cieszy mnie to bo jest dla mnie ważna i ja kocham. Ale sama siebie mam totalnie dość ostatnie dni i nie wiem jakim cudem ona mnie jeszcze znosi. Staram sie jak moge nie być największą pizda na swiecie ale wychodzi mi to mocno średnio momentami. Chcialabym żeby mój stan sie juz ustabilizowal ale od paru dni mam jakieś takie dosc silne zwatpienie w to.
Wieczorem zamknęłam sie w swoim swiecie. Slucham muzyki i probuje łapać jakąkolwiek równowagę psychiczną. To był dzien trudnych emocji ale nie umiem wyrazić jak ciężki kamień spadl mi z serca dzięki Panu genetykowi.
Dzisiaj jest drugi dzień kiedy nie rozmawiam z przyjaciółka. Mam dosc tej relacji wiec może sie ona naturalnie rozejdzie. Trudne rzeczy sie ostatnio dzieją.
Do jutra.