Źródło: Pixabay
Dobry wieczór [1:30]. Uciekł mi wczorajszy dziennik, a było wesoło, więc już nadrabiam.
Ogólnie nie działo się nic poza jednym kursem wartym odnotowania. Pan zamówił kurs po czym natychmiast do mnie zadzwonił, że on nie chce przejazdu tylko potrzebuje pilnie leku z apteki, a sam nie może się ruszyć z domu i czy mogę mu takowy lek kupić i przywieźć. Normalnie nie zgadzam się na żadne zakupy, ale sprawa brzmiała bardzo poważnie, więc powiedziałam Panu, że jak mi wyśle natychmiast blikiem kasę na owy lek to jak najbardziej pomogę. Pan kasę wysłał, więc poszłam do apteki, swoje odstałam w kolejce i w końcu poprosiłam o lek, od razu dwa opakowania. Dziwnie się na mnie farmaceutka spojrzała, ale zlałam temat. W mojej głowie gość miał niezłą sraczkę skoro nawet nie był w stanie zejść pod blok, żeby leki odebrać. Pani lek przyniosła, zapłaciłam i poszłam i dopiero w aucie zobaczyłam, że były to leki na erekcję. Bekę miałam taką, że ho, ho i byłam nieziemsko ciekawa co zastanę w mieszkaniu. Dzwonię domofonem, gość niby otwiera, ale drzwi się nie otwierają, więc zrzucił mi z okna klucz, żebym sobie sama otworzyła. Po wdrapaniu się na drugie piętro moim oczom ukazał się pan koło 50, w szlafroku i z taką radością na twarzy jakiej nie widziałam dawno u nikogo. Zapłacił cztery dyszki za fatygę, podziękował i pognał w głąb mieszkania zatrzaskując drzwi. I tak przebiegał transport leków ratujących życie. Nie oceniam, swoje zarobiłam, ale beka i tak.
Dzisiaj spałam znowu jak niedźwiedź nawet nie zliczę ile godzin, ale to dobrze, bo jak śpię to nie rozrabiam, wiadomo. Jak już postanowiłam wstać to po ogarnięciu siebie i kudłatego jegomościa zrobiłam sobie kawę i nadrobiłam lekturę #polish, bo miałam trochę zaległości co zawsze mnie frustruje. Chciałabym, żeby doba była trochę dłuższa, żebym nie musiała wybierać kosztem jakiej czynności wykonam coś co lubię. Ciągle muszę balansować między odbieraniem sobie snu, a zmniejszaniem godzin pracy jeśli chcę się zająć czymś dodatkowym. Mam świadomość, że właśnie na tym polega dorosłe życie, ale niemniej i tak się na to złosczę.
Pojechałam również dzisiaj na miting i było fajnie. Spotkałam kolegę z terapii, którego bardzo lubię, roztacza on wokół siebie jakąś taką sympatyczną aurę, że nie da się go nie lubić. Trochę pogadaliśmy i było fajnie. Od dwóch osób dzisiaj usłyszałam, że fajnie, że jestem i zawstydziłam się srogo, bo nie jestem przyzwyczajona do takich słów. Nawet nie wiem jak na nie reagować poza zdobieniem twarzy kolorem buraczkowym. Niemniej to strasznie miłe, bo ja nie uważam, że moje jestestwo gdziekolwiek jest fajne i nie ma co ukrywać, że takie słowa trochę podbijają mi masakrycznie niską samoocenę.
Po mitingu spotkałam się z przyjaciółką. Ot tak niezobowiązująco posiedziałyśmy sobie w aucie i pogadałyśmy i było mi to mega potrzebne, żeby pobyć i pogadać z kimś spoza wspólnoty AA / NA lub z osobą, która nie jest moim pasażerem. Może i nie spędziłyśmy razem nie wiadomo jak dużo czasu, ale mam wrażenie, że obie wyszłyśmy z tego spotkania w znacznie lepszej kondycji psychicznej niż je rozpoczęłyśmy.
Po rozmowie zaczęłam trochę pracować, ale powiedzieć, że ruch był katastrofalny to jak nic nie powiedzieć. Pierwszy raz mam wrażenie, że wydałam więcej na paliwo niż zarobiłam. Często na to narzekam, ale jednak na swoje zawsze wychodziłam, a tym razem chyba się to nie udało. Dlatego też po godzinie pierwszej postanowiłam wrócić do domu, bo nie widzę większego sensu w koczowaniu w aucie po to, żeby wykonać jeden kurs na godzinę. Lepiej wyjdę na tym jak się porządnie wyśpię i jutro [już dzisiaj] wezmę się do pracy z energią wcześniej. Jak nie lubię wiosny [#teamzima] tak marzę o tym, żeby się już zrobiło ciepło i żeby ludzie zaczęli wychodzić ze swoich jaskiń, bo potrzebuję zarobić.
Tym miłym akcentem kończę na dziś. W końcu dziennik wyszedł dłuższy niż dwa zdania na krzyż co bardzo mnie cieszy. Muszę tylko jakoś sobie ułożyć plan czy pisać dzienniki po pracy czy przed pracą, żeby przestać gubić dni tak jak to było z wczorajszym.
Do jutra!