Źródło: Pixabay
Dobry wieczór.
Wyspałam się za wszystkie czasy. Trochę spałam, trochę leżałam, ale finalnie wstałam z łóżka dopiero po 12. Potrzebowałam tego. Naprawdę tego potrzebowałam. Nie czułam się jakoś rewelacyjnie czy coś, ale przynajmniej fizycznie mój stan bardzo się poprawił. Niestety dzisiaj powrócił problem z jedzeniem, ale no pewnych rzeczy nie przeskoczę. Nie udało mi się zjeść ani śniadania ani obiadu.
W pracy jakiś totalny sajgon. Spoiler alert: dzisiaj nie dowiozłam wyniku. Krzaczyło się tyle rzeczy po drodze, że naprawdę nie wiem co więcej mogłam wycisnąć, a ludzie są już tak zmęczeni nadgodzinami, że nie udało mi się nikogo namówić, żeby zostać dłużej. Rozumiem ich. Drugi tydzień robią po 10 - 12 godzin i w ogóle mnie nie dziwi, że już nie mają siły. Jestem z siebie zadowolona, bo od wczoraj mieliśmy bardzo poważny problem systemowy i mi udało się go rozwiązać. Tak myślę. Wymagało to ode mnie pracy przy komputerze po godzinach, bo 23:10 dopiero skończyłam, ale mam nadzieję, że mój plan wypali. Na tyle na ile mogłam przetestować to rozwiązanie działa. Mam nadzieję, że mój kierownik to doceni, bo wydaje mi się, że rozwiązałam naprawdę poważny problem. Moja asystentka [tak, mam asystentkę, bardzo dumnie to brzmi] miała dzisiaj urodziny i z tego powodu przyniosła full ciasta. Chyba się powoli przyzwyczajamy do siebie, bo naładowała mi cały talerz i kazała wszystko zjeść. Było wyborne. Dzisiaj od kilku osób usłyszałam, że bali się pracować ze mną, a wcale nie jest tak źle. No i baja.
Zadzwoniłam dzisiaj do Niego, bo ma urodziny. Założyłam mu życzenia, podziękował i nie wiem jakim cudem zaczęliśmy się kłócić co skończyło się jebnięciem słuchawką. Naprawdę bardzo, ale to bardzo się wkurwiłam. Może dobrze się stało, bo może dzięki temu szybciej się z niego wyleczę. Mam kurwa nadzieję.
Jak już zamknęłam służbowego laptopa po tej 23 to ogarnął mnie jakiś spokój. Mam poczucie dobrze wykonanej pracy dzisiaj, a dla mnie praca jest bardzo ważna, jest u mnie bardzo dużym źródłem satysfakcji lub frustracji. Dzisiaj pomimo tego, że nie dowiozłam wyniku to mam poczucie dobrze odwalonej roboty. Pewnie jutro z tego wyniku będę musiała się wytłumaczyć, ale mam nadzieję, że rozwiązanie poważnego problemu przyćmi trochę porażkę. Jak to korpo, KPI musi się zgadzać.
Przez to, że tak długo gniłam dzisiaj w łóżku to nie czuję jakiegoś wielkiego zmęczenia, więc chyba jeszcze trochę pograsuję. Dużo rzeczy mi nie gra w duszy i chciałabym o tym porozmawiać z przyjaciółką, ale z drugiej strony nie chciałabym, bo zaraz będzie się zamartwiać i takie to wszystko o. Najważniejsze jest to, że mam pracujący weekend w tym tygodniu to nie będę miała czasu na robienie głupot. Amen.
Do jutra.