Źródło: Pixabay
Dobry wieczór.
Mizernie spałam, ale to nic. Wstałam, ogarnęłam się i pojechałam na terapię. Na terapii płakałam jak małe dziecko. Wyrzuciłam z siebie jakie mam problemy w relacji z przyjaciółką i po prostu zaczęłam wyć, bo bardzo się boję, że to wszystko jebnie jeśli się nie ogarnę, a nie wiem jak mam to zrobić. Nigdy chyba jeszcze tak strasznie nie płakałam na terapii. Wnioski są z jednej strony druzgocące, bo jeśli chcę coś zmienić [a chcę] to czeka mnie tytaniczna praca, ale z drugiej strony jest nadzieja, że mogę być dobrym człowiekiem i dobrą przyjaciółką, nikt mi tej furtki nie zamyka. I jak zwykle ten sam wniosek przy większości problemów, które mam - winna jest matka. Nosz kurwa..
Pojechałam do pracy i dostałam turbodoładowania z radości, że już mogę pracować. Było mi bardzo miło, gdy pracownicy wydawali się realnie ucieszeni moją obecnością. Kilka dziewczyn nawet mi się rzuciło na szyję. Co się działo jak mnie nie było to chyba nie chcę wiedzieć. Na rozpoczęciu zmiany powiedziałam swoje i już miałam rozgonić towarzystwo do pracy, ale moja asystentka wyszła na środek z wielkim prezentem i złożyła mi od całego zespołu życzenia urodzinowe i zostałam obdarowana prezentem. Karta do Empiku, bo wiedzą, że dużo czytam, więc mam sobie kupić książki, krasnoludek pokazujący dwa środkowe palce, przepiękna grająca kartka, słodycze i bluza z wizerunkiem mojego psa. Czaicie? Mam bluzę z wizerunkiem mojego psa!!!
Źródło: fotografia własna
Ale abstrahując od prezentów byłam po prostu realnie wzruszona tym, że moi podwładni lubią mnie na tyle, że zrzucili się i sprawili mi wspaniałe prezenty ukierunkowane tak naprawdę na moją osobę. A oni nie mają ze mną lekko, bo ja raczej twardą ręką prowadzę moją zmianę, a jednak jestem dla nich ważna, bo nie mam poczucia, żeby to było włażenie w dupę. No i mnie wzrusz opętał kosmiczny. Jednym z życzeń było to, żebym się nie zmieniała, bo jestem wspaniałym człowiekiem i liderem i tu już mi aż warga zadrżała, na szczęście się przy nich nie popłakałam.
W pracy dużo się działo, ale przez to, że pracowałam 10h to dłużyło mi się i aktualnie czuję się bardzo zmęczona. Wróciłam do domu, poszłam z Pako na krótki spacer, bo naprawdę nie mam siły na więcej [20k kroków na liczniku], popłakałam się znowu i idę zaraz spać. Nawet mi się jeść nie chce, wezmę tylko prysznic i do wyra. Pewnie minie kilka dni aż wpadnę na właściwe tryby z pracą, ale jest ok. Szef szefów dał mi bana na najbliższy czas na wolne, bo była niezła rozpierducha, a pracy przed nami bardzo dużo i to bardzo ciężkiej. Jestem gotowa.
Do jutra.