Źródło: fotografia własna
Dobry wieczór.
Bardzo źle spałam. Przez to prawie zaspałam na drugą zmianę. Nie wiem jak ja to zrobiłam. Musiałam dzisiaj pracować w czapce, bo włosy żyły własnym życiem.
Zapytałam dzisiaj moją przyjaciółkę czy chce / potrzebuje ode mnie odpocząć. Zrobiłam to dlatego, że cisza między nami podsuwa mi takie podszepty, a przy ostatniej napiętej sytuacji między nami powiedziała mi coś w stylu, że o takie rzeczy mam pytać, a nie z góry zakładać odpowiedź. W ramach poprawy swojego zachowania zapytałam i dostałam odpowiedź, że nie, nie chce. I trochę mi ulżyło, ale i tak przez te ostatnie incydenty jest między nami bardzo cicho i mnie to smuci.
W pracy dzisiaj ogień. Mój kierownik tak porozdawał urlopy, że miałam dzisiaj tylko 40% załogi. Mimo wszystko dowieźliśmy wynik. Mój zespół stanął naprawdę na wysokości zadania. Trochę mi się udało ich poderwać do wydajniejszej pracy, a w piątek na drugiej zmianie to wcale nie jest takie łatwe jak mogłoby się wydawać. Jestem z nich dumna.
Wyjeżdżam jutro z miasta. W pizdu. Daleko. Mam wyjątkowo wolny weekend i potrzebuję odpocząć, bo wszystko co na mnie spada w ostatnim czasie zaczyna mi nieznośnie ciążyć, a ja nie chcę wracać znów do potencjalnie samobójczych zamiarów. Potrzebuję odpocząć i w ciszy i miłości się pozbierać. Nie wiem jak, nie wiem nawet w ogóle czy mój plan ma sens, ale wierzę, że nie będzie przynajmniej gorzej. Główny kierownik zapytał się mnie dzisiaj czy mogę przyjść w niedzielę do pracy i pierwszy raz w życiu mu odmówiłam. Po prostu. Są inni członkowie zespołu i czas najwyższy, żeby i oni zaczęli się angażować chociaż w połowie tak jak ja, a ja naprawdę potrzebuję odpocząć. To, co mogę z siebie dać dla firmy w ten weekend to odebranie telefonu, ale nie jest to wcale pewne, że się wydarzy. Jeśli nie zacznę o siebie dbać to skończę w bardzo złym miejscu, a najpewniej pod ziemią, więc jest się o co bić.
Wróciłam do domu po 23 totalnie wyjebana z butów. Poza psychicznym wyczerpaniem nie czuję się zbyt dobrze fizycznie, bo jestem po prostu zmęczona. Pod prysznicem tak długo marudziłam jakby miała się w mojej głowie narodzić co najmniej jakaś nowa filozofia. Jestem zmęczona. Niby jestem raptem tydzień po urlopie, więc powinnam tryskać energią, ale ogół tego wszystkiego co się dzieje u mnie i ze mną sprawia, że nie mam siły, żeby żyć, być, istnieć, trwać. Także sobie egzystuję z nadzieją, że w końcu karta się odwróci i będzie lepiej.
Do jutra.