Źródło: Pixabay
Dobry wieczór.
Źle spałam. Znowu zasnęłam nad ranem i do 12 nie mogłam się podnieść z łóżka. Wstałam na ostatnią chwilę i znowu wyszłam z domu bez posiłku. W tym wszystkim najgorsze jest to, że zaczynam gardzić sama sobą, bo przecież skoro biorę leki, staram się przestrzegać zaleceń, a nadal jest źle to chyba musi być ze mną coś bardzo nie tak. Inni biorą leki i żyją, a u mnie ciągle walka o przetrwanie. Walka, którą jestem już zmęczona..
W pracy ogień, ale taki kontrolowany. Myślę, że wyciągnęłam dzisiaj całkiem fajny wynik. Mimo wszystko wolałabym już wrócić na moją zmianę. Już się do tych ludzi przyzwyczaiłam i uważam, że dobrze poukładałam zespół, a teraz wszystko stanęło na głowie co mnie lekko rozdrażnia. Weekend zapowiada się epicko, bo w piątek będę w pracy do 22, a w sobotę mam na 5:30. Nie chce mi się tego komentować, ale zważywszy na fakt, że ostatnio zasypiam dopiero nad ranem to będzie mi na pewno bardzo ciężko. Bardzo..
Mam w sobie dzisiaj okropną apatię. Czuję, że nie czuję nic. Zjem to zjem, nie zjem to też ok. Nie mam siły płakać. Już nawet tego smutku, który tak mnie dręczył nie czuję. Po prostu nic. Weszłam dzisiaj na fejsie na grupę wspierającą osobę z CHAD i babka wrzuciła wpis, że jej syn z dwubiegunówka wczoraj popełnił samobójstwo i dbajcie o siebie i tak dalej. No to tu mnie ukłuło coś w serce, ale bardziej był to strach, że ja mogę zrobić coś takiego moim bliskim. Nie wiem. Niedługo mam kontrolę u psychiatry i najchętniej to bym nawet na nią nie poszła skoro leki gówno dają. Jestem jakaś zepsuta.
Do jutra.