Źródło: Pixabay
Dobry wieczór.
Dzisiaj był dzień na spanko. Co prawda budziłam się sporo, ale jak zasypiałam to spałam jak kamień. To chyba zmęczenie ostatnimi dniami wyszło, bo poza pobudkami mogę powiedzieć, że dobrze spałam.
W pracy nerwowa atmosfera, ale nie udzieliła mi się. Robię swoje. Raz lepiej, raz gorzej, ale robię swoje i tyle. Nawet jak słucham opierdolu za innych to w sumie jest mi to obojętne. Przywykłam i okrzepłam do pracy w korporacyjnym rytmie, więc jakieś tam ciamkanie pod nosem menedżerów nie wytrąca mnie z równowagi, bo wciąż: robię swoje. Jak mi ktoś tak miauczy nad uchem to jedynie wyciągam wnioski na przyszłość, a resztę puszczam dalej bez wczutki. Są rzeczy, które podnoszą mi ciśnienie i ostatnio trochę zaczyna mi brakować cierpliwości do moich pracowników, ale taki sobie wybrałam zawód to mam.
Na przerwie zadzwoniła przyjaciółka i byłam z tego powodu bardzo szczęśliwa. Jak tylko usłyszałam jej głos biło od niej takim smutkiem, że pękło mi serce, ale na szczęście udało mi się ją trochę rozśmieszyć. Bardzo ją kocham. Poważna rozmowa, która przed nami chyba nie będzie tą, która zakończy tę relację, co bardzo mnie ucieszyło, bo mega się tego bałam. Zapytałam dzisiaj o to to powiedziała, żebym trochę wyluzowała, bo są rzeczy, które się wydarzyły i trzeba to omówić, ale między nami wszystko jest ok. Ulga, że hej. Kocham ją.
Chciałam dzisiaj trochę sobie posiedzieć, żeby mieć coś z dnia. Może coś obejrzeć, w coś zagrać, cokolwiek, ale szczerze? Nie mam siły. Jestem taka jakaś zajechana w tym tygodniu, że tylko bym leżała w łóżku. Trochę się to pokrywa z moim nastrojem, bo jest bardzo depresyjny, więc może dlatego jest tak, a nie inaczej. Ciężko mi się podnieść. Mam lęki bardzo silne, myśli rezygnacyjne, sny samobójcze, przygnębienie, apatię, brak apetytu, wszystko na raz. Przyjaciółka mnie pytała czy to pora na szpital, ale nie chcę. W tym wszystkim najgorsze jest to, że zaczynam tracić wiarę w farmakologię, bo jak mam ją mieć skoro tyle czasu się męczę i cierpię pomimo tego, że łykam kolorowe tabletki? Eh.
Do jutra.