Źródło: Pixabay
Dobry wieczór.
Spałam tak sobie. Szarpie mnie dzisiaj emocjonalnie. Nastrój mi skacze od dzikiej euforii do bardzo głębokiej depresji. Wiem, że to zasługa mojej choroby, ale ciężko mi z tym ostatnio. Naprawdę jest mi ciężko. Tak po ludzku. Mam ochotę wyć, drzeć się lub po prostu poddać i zakończyć to wszystko raz na zawsze, bo jestem po prostu wykończona tym wszystkim.
W pracy spoko. Dużo się działo, ale było do dźwignięcia. Jestem w sumie zadowolona z tego dnia. Zasmuciła mnie informacja o tym, że dwójka fajnych pracowników od nas odchodzi, ale po cichu w duszy wcale im się nie dziwię, bo też nie chciałabym pracować na umowę zlecenie. Po prostu. Dorosły człowiek chce stabilizacji, a nie ciągłego chaosu bez żadnej gwarancji ile godzin w danym miesiącu uda się wypracować i jaka będzie wypłata. To chyba największa wada mojej firmy, bo ciężko zbudować stabilny zespół. W każdym razie zrobiłam dzisiaj swoje. Miałam chyba z dwie załamki w pracy, ale poszłam sobie do salki konferencyjnej, trochę odetchnęłam i udało mi się pozbierać. Przysięgam, że tracę wiarę w moje leczenie.
Po pracy już standard. Spacer z psem, jakaś przekąska. Chciałabym dzisiaj trochę sobie posiedzieć, ale nie mogę, bo skończyłam dzisiaj pracę o 22, jest aktualnie 23:10, a jutro muszę być w pracy o 5:30. Szczerze? Jest to dla mnie duże wyzwanie, bo jestem naprawdę zmęczona, nie wspominając już o tym, że jest to jawne łamanie prawa pracy, ale to już inna historia.
Ciężko mi. Jest mi po prostu ciężko..
Do jutra.