Źródło: Pixabay
Dobry wieczór.
Spałam 2h. I pojechałam do pracy. Jak wstałam miałam poczucia bycia pijaną. Było to w pełni fejkowe samopoczucie, bo nic nie piłam. Byłam po prostu tak wyczerpana. W nocy obudził mnie krwotok, obudził mnie pies jakieś milion razy, a do tego demony.
W pracy jak w pracy. Stoczyłam wojnę z jednym gościem, wyjebałam jedną laskę do domu. Koniec tolerancji dla obiboków. Wynik słaby, ale jak miałby być dobry jak ja się ledwo trzymałam skóry. Wypiłam w pracy jakieś 5 kaw i nie pomogło nic. Jestem po prostu przemęczona sobą, życiem, światem. Boss niby zadowolony, ale tu się chyba rozmijają nasze oczekiwania, bo ja wymagam od siebie więcej. Rozkminiłam parę problemów i nie wiem czy one były tak proste do rozkminienia czy nadchodzi hipomania? Byłoby to groteskowe uwzględniając fakt w jak głębokiej depresji jestem. Groteskowe, ale zgodne z moją linią życia w sumie..
Po pracy zadzwoniłam do babci i zjebała mnie jak psa. Po co dzwonisz, czego chcesz, kim Ty kurwa jesteś, żeby do mnie dzwonić. Moje serce jest złamane. Moje serce jest załamane. Moje serce krwawi, cierpi, płacze. Nie pojmuję co się stało, że mnie nie chce. W sensie pojmuję, że to mówi przez nią demencja, ale.. Dlaczego w parę miesięcy moje życie znowu wyjebało się na ryj?
Nie wiem jak mam się podnieść. Tracę w ogóle ochotę, żeby szukać rozwiązania. Terapia nie działa, farmakologia nie działa, ja tylko psuję. Ile kurwa można.
Do jutra.