Źródło: Pixabay
Dobry wieczór.
Nie jestem pewna czy spałam cokolwiek w nocy. Bardzo bolało mnie serce. Tętno 140 - 150, brak tchu, trzęsące się ręce. Demony. Ja pierdolę, demony jak siadły to już w ogóle nie było co ze mnie zbierać. Jak się o 4 zwlekłam pod prysznic to kalkulowałam czy jestem w stanie się utopić w moim brodziku.
W pracy ogień. Z jednej strony to kocham, a z drugiej dzisiaj brakowało mi sił. Zaczynam znowu zamiatać śmieci, bo nie mam czasu / przestrzeni / chęci, żeby szarpać się z ludźmi, którzy pracować nie chcą wcale. Zwolniłam cztery osoby. Główny kierownik dzisiaj pochwalił mój intelekt i erudycję i no, pogłaskało mi to ego, ale na jakieś nie wiem.. pięć minut? Z drugiej strony zawsze coś. Ciężko mi dzisiaj było. Pożar gonił pożar, a mnie trawiły jeszcze większe pożary takie jak trzęsące się ręce, tachykardia, problemy z oddychaniem, mdłości i bóle. Ja się chyba naprawdę sypię zdrowotnie, bo tych dolegliwości przybywa. Czy jestem już w wieku, żeby ciągle cierpieć i łykać milion tabletek? Przyjmuję to jako karę za grzechy przeszłe, ale jest kurwa ciężko.. A diagnoz nie chcę znać i nie mam zamiaru poznawać.
Wróciłam do domu, zaprosiłam psa na spacer, ale odmówił, więc poszłam pod prysznic. Moczyłam dupę i jak już wyszłam to napierdalał mi telefon. Z marszu dostałam nerwa, że znowu ktoś mi pizdę zawraca, ale nie, to moja przyjaciółka zadzwoniła wcześniej niż zwykle i byłam szczęśliwa, że mogę ją usłyszeć. I w sumie rozmawiałyśmy dwa razy w ciągu tego dnia i druga rozmowa niemalże doprowadziła mnie do płaczu, ale ja przy niej jeszcze się nigdy nie popłakałam, więc i teraz zachowałam fason i popłakałam się po.
Zadzwoniła do mnie babcia i dobre 20 minut wylewała na mnie wiadro pomyj. I tak, przemawia przez nią choroba, ale nie zmniejsza to mojego cierpienia. Całe życie czułam się samotna. Bo każdy ma tatę, ma mamę, ma rodzeństwo. A ja zawsze sama, bo ojciec miał mnie w piździe, matka się nade pastwiła, a z bratem jest jak jest. Miałam tylko babcię i dziadka. I tylko to mnie zawsze trzymało przy życiu. To dla nich zostałam w Gorzowie, to dla nich zostałam w Polsce. A teraz ich nie mam, a babcia jakby mogła to w ogóle by mnie chyba zajebała. Nigdy nie czułam się tak samotna na świecie, tak opuszczona, tak niechciana, tak wzgardzona i takim kurwa bękartem. To się źle skończy. To się bardzo źle skończy.
Chwilę usiadłam do pracy, dokończyłam jeden projekt, który dostał akcept bossa i jutro ruszamy z tematem, ale nie mam siły na nic. Wzięłam leki w większej dawce niż powinnam, bo chcę spać. Nie chcę z aktualnymi myślami leżeć w łóżku i przewracać się z boku na bok, bo źle się to dla mnie skończy.
Nie wiem czy kiedykolwiek bardziej nienawidziłam mojego życia.
Do jutra.