Źródło: Pixabay
Dzień dobry.
Całą noc nie spałam. Huczały mi po głowie słowa mojego stwórcy jaki to ze mnie bękart. I mojej babci, która pierwszy raz wypowiedziała te słowa jak miałam z jakieś 10 lat, a teraz, odkąd demencja postępuje powtarza je ciągle i wciąż i wciąż. Moje życie rodzinne to piekło i od dziecka dawano mi odczuć, że nie jestem członkiem tej rodziny, ale próbowałam to bagatelizować, bo przecież najważniejsze jest to, co się czuje wobec drugiej osoby. A moje uczucia okazały się jednostronne. Jak byłam na studiach chciałam przeprowadzić testy DNA, byłam omamiona tym, ale w sumie jak pokazuje aktualna sytuacja nie było po co tracić kasy i robić podchodów skoro nikt z tej rodziny mnie nie kocha, nikt mnie nie chce i do nikogo nie jestem podobna.
Mam myśli samobójcze. Mam sny samobójcze. Mam jeszcze nie zamiary samobójcze, ale już na drzwiach zawisła kartka kogo trzeba zawiadomić jak zdechnę. Potnę się? Przedawkuję? Come on. Tnę się, ćpam i piję. Whatever. Nie wiem po co wstaję rano. Czy ja wstaję rano czy tylko mi się to śni skoro całą noc nie śpię i dryfuję między pragnieniem śmierci, a życia?
Nie mam kompletnie dla kogo żyć. Nie mam kompletnie po co żyć. Co chciałam to już przeżyłam. A nawet wiele więcej. A jestestwo moich bliskich jest pod znakiem zapytania skoro tak łatwo można mnie wyjebać poza nawias rodzinny.
Kończę ten wpis i mam w planach odpalić wódkę. Jutro mam wolne. Chwilę temu skończyłam rozmowę z szefem i oh, eh, ah jaka jestem cudowna. Dzisiaj praca to za mało, żeby mieć po co żyć. Bo ja już nie wiem po co. Nie mam po co. Chyba tylko po to, żeby spłacić kredyty, a tu termin już coraz bliżej. I co dalej? Nie wiem. Boże, pozwól mi odejść we śnie, to najlepsze co mogłoby mnie spotkać..