Źródło: Pixabay
Dobry wieczór.
Mało i słabo spałam, ale zaczynam to brać na klatę. Czuję wielką bezradność jeśli chodzi o moje spanie. Wieczorem nie chce mi się spać, jestem wręcz pobudzona, zasypiam nad ranem, a potem mam problem, żeby się podnieść z łóżka i tak w kółko i w kółko. Tracę trochę cierpliwość i wiarę, że uda się to naprawić.
W pracy w sumie spoko. Nudziłam się, bo wysłałam 90% załogi do domu, bo nie było co robić. Chciałam sama też udać się do domu szybciej, ale nie było takiej możliwości, więc snułam się z kąta w kąt udając, że pracuję. Popołudniu zadzwoniła przyjaciółka, że została przyjęta do nas do pracy. Bardzo się cieszę, BARDZO. Podejrzewam, że nie będziemy się widywać w ogóle, bo ja grasuję po magazynie, a ona będzie siedzieć w biurze, ale i tak bardzo, ale to bardzo się cieszę. Zostały im jeszcze jakieś względy formalne do dogadania, ale wierzę, że się dogadają i od czerwca będziemy pracować pod jedną banderą. Zrobiło mi to dzień, serio. Jeszcze co do mojej przyjaciółki to dzisiaj bardzo ujęła mnie jej lojalność wobec mnie jak rozmawiałyśmy przez telefon i powiedziała, że moja była przyjaciółka wypytywała o mnie, ale Gosia nic jej nie powiedziała. Nikt nigdy nie był wobec mnie tak szczery, uczciwy, lojalny i oddany i jest to najwspanialsze uczucie na świecie mieć tak dobrego człowieka po swojej stronie, serio.
Do domu wróciłam kompletnie padnięta. Idę się położyć, może uda się zasnąć. Plan zakłada, że wstanę jutro wcześniej, a nie na ostatnią chwilę i może uda się jakoś ten sen wyregulować, ale trochę brakuje mi w to wiary. Niemniej jednak spróbuję. Może coś z tego wyjdzie.
Do jutra.