Źródło: Pixabay
Dobry wieczór.
Coś tam dzisiaj trochę pospałam, ale był to sen dość mocno męczący, a nie regenerujący. Śni mi się, że umieram lub dzieją się ze mną inne niezbyt przyjemne rzeczy albo się wybudzam z tak silnym kołataniem serca jakbym miała zaraz faktycznie umrzeć. A jak się już wybudzę to nie mogę zasnąć, bo mózg pracuje na jakieś 300% normy i tak się kręci cała noc. Wstałam zajebiście zmęczona. Totalnie, zajebiście zmęczona.
Napisała do mnie przyjaciółka czy możemy pogadać czy nadal baluję. Nie baluję. Zadzwoniła do mnie zapytać jak się czuję, powiedziała, że mnie kocha i że opierdol dostanę później. Ok. Grunt, że jeszcze kocha chociaż nie wiem ile to jeszcze potrwa jak nie zacznę być normalnym, szczęśliwym człowiekiem.
W pracy tak sobie. Kierownik wziął mnie na rozmowę, żeby mnie poinformować, że znów dostanę premię uznaniową, bo robię zajebistą robotę. Nie zrobiło to na mnie wrażenia, bo czuję się martwa w środku, ale to miły gest. Rozmawiałam z moją asystentką i powiedziała, że się o mnie martwi i od poniedziałku widzi we mnie diabła czy jakoś tak. Nie miałam siły dopytywać o co chodzi, ale o cokolwiek by nie chodziło to nie był komplement. Cieszę się, że ją mam i przykro mi, że ma ten tydzień taki ciężki ze mną. Prawie z nią nie gadam, jestem ponurakiem i wyglądam jakby mnie z krzyża zdjęli, a normalnie gadamy non stop i cały czas jest wesoło. Poza tym zespół mnie poprosił czy możemy jutro zrobić dzień kebaba i w pierwszym odruchu odrzuciłam termin, bo ja prawie nic nie mogę jeść, ale potem stwierdziłam, że jednak go zrobimy. Oni nie są winni temu co się ze mną dzieje, a integracji już dawno nie było.
Wróciłam do domu zniszczona, poszłam z psem na dość długi spacer i idę do łóżka. Marzę o tym. Raz, że ze względu na zmęczenie, a dwa dlatego, że w łóżku jakoś mi bezpiecznie. Nie wiem czemu.
Ciężko mi, bardzo mi ciężko.
Do jutra.