Źródło: Pixabay
Dobry wieczór.
Słabo dzisiaj spałam. Dużo durnot mi się przez głowę przetaczało i to mi utrudniało nocny wypoczynek. W każdym razie jak wstałam i ogarnęłam siebie i psa to pojechałam do babci i dziadka. Wieki mnie u nich nie było i oboje bardzo się ucieszyli na moją wizytę. Było wspaniale jak zawsze. Oboje byli dzisiaj w całkiem niezłej formie. Zjedliśmy pyszny obiad, a potem opychaliśmy się lodami. Kocham ich, bardzo. Chciałabym być dla nich lepszą wnuczką, ale jak będę wracać do uzależnień to nie będzie mnie w ich życiu w ogóle. Przed 16 się zmyłam, żeby zdążyć na miting.
Jak weszłam na miting, na którym wieki mnie nie było to chłopaki aż mnie wyściskali, że jestem i nadal walczę. Mam w nich bardzo duże wsparcie. Po mitingu bardzo chciałam się z kimś spotkać, bo dostałam załamania nerwowego i utopiłam się w poczuciu samotności, ale nie udało mi się nikogo wyciągnąć na trzeźwe spotkanie. To tylko nakręciło moje nieprzyjemne uczucia, bo zaczęłam się bać, że złamię abstynencję.
Cały wieczór był taki bardzo paraliżujący. Boję się, że polegnę. Bardzo się tego boję. Mam bardzo silne głody i ledwo sobie radzę, ale naprawdę nie chcę nic odwalić, bo nie chcę stracić mojej przyjaciółki. Nie chcę świata bez niej. Dlatego też wzięłam leki i już mnie przymuliło i idę spać. Wtedy na pewno nic nie odwalę, a jutro może będzie lepiej. Spróbuję jutro kogoś wyciągnąć na spacer, może się uda. Albo jakoś inaczej o siebie zadbam, zobaczymy. Od poniedziałku będzie już łatwiej, bo będzie praca. Jakoś dam radę.
Do jutra.