Źródło: fotografia własna
Dobry wieczór.
Mizernie spałam co w połączeniu z moim dołem sprawiło, że pół dnia spędziłam w łóżku. Co najważniejsze: przeżyłam ten weekend na trzeźwo, nie poddałam się głodom, które były potwornie silne, ale ja się nie poddałam i nie odwaliłam nic głupiego. Jestem z siebie bardzo dumna, bo tylko ja wiem jak ciężko mi było.
Posiedziałam trochę z psiakiem w parku, zaliczyłam drzemkę i dzień mi zleciał nawet nie wiem kiedy. Poprosiłam o spotkanie przyjaciółkę i ona już w pełnej gotowości, że coś się stało. Nieźle jej zryłam głowę, że od razu myśli o najgorszych rzeczach.. Tak naprawdę chcę z nią porozmawiać o tym, że nie chcę na ten moment wracać na terapię uzależnień. Nie wierzę w nią. Od 6 lat słucham od terapeutów tych samych odgrzewanych kotletów i nie wiem co miałoby dać przejście kolejny raz przez to samo. Jak sama nie będę chciała wytrzeźwieć to mogę na terapię do emerytury chodzić, a i tak będę upadać.
Wieczór spokojny. Zjadłam trochę obiadu, byłam na spacerze i idę właśnie spać, bo leki już działają. Cieszę się, że ten weekend już się skończył, a ja dałam radę.
Do jutra.