Dobry wieczór.
Bardzo późno zasnęłam, więc o 4 wstałam kompletnie nieprzytomna. Nie chciało mi się iść do pracy, ale no nie było rady. Po przyjechaniu do firmy okazało się, że pracy jest mało i zadecydowałam, że zamknę firmę o 14, a nie o 16 jak pierwotnie planowaliśmy. Ogólnie szybko mi zleciał czas w pracy. Trochę pogadałam z pracownikami, trochę administracyjnej pracy wykonałam, jakoś poszło. Wydaje mi się, że wynik będzie słaby, ale nie na wszystko mam wpływ.
Po pracy pojechałam do miejscowości oddalonej o jakieś 30km, żeby spotkać się z dobrym kumplem. On naszą relację określa mianem przyjaźni, ale dla mnie to po prostu bardzo bliski kumpel. Przyjaźń to dla mnie bardzo mocne słowo i nie szastam nim na lewo i prawo. Zjedliśmy kebaby i spacerowaliśmy. Zaliczyliśmy urbex, który był tak samo podniecający jak przerażający [jak się wspinaliśmy Martin wydał dźwięk jakby jakiś bezdomny się do nas spinał i spanikowałam tak, że ponoć moja mina była bezcenna], posiedzieliśmy nad jeziorkiem i po prostu odwalaliśmy głupoty i gadaliśmy o głupotach. Nasza relacja jest specyficzna, bo gdy któremuś dzieje się krzywda to drugie zawsze staje na wysokości zadania, ale tak ogólnie to łączy nas głupkowate poczucie humoru i odwalanie dziwnych rzeczy. Jak poszliśmy do sklepu po picie to sprzedawczyni popłakała się ze śmiechu ze względu na naszą głupawkę. Tylko z nim takie akcje!
Źródło: fotografia własna
Wróciłam do domu zmęczona, ale taka jakaś spokojna i zadowolona. Czuję po prostu totalny spokój w duszy. Ostatnie dwa dni bardzo dobrze podziałały na moją psychikę i nie chcę chwalić dnia przed zachodem słońca, ale cieszy mnie fakt, że jest mi po prostu ok. Gdzieś ten przejmujący smutek, który mnie męczył ostatnie tygodnie zmalał do takich rozmiarów, że nie stanowi to dla mnie problemu. Mam też w sobie ogrom wdzięczności za ludzi, których mam dookoła. Może nie jestem aż tak złym człowiekiem jak o sobie myślę? Z jakiegoś powodu ci ludzie przy mnie są i to nawet wtedy, gdy upadam. A oni nie dość, że są to jeszcze pomagają mi wstać. Mam w życiu wielkie szczęście.
Nie ma jeszcze 21, ale zaraz idę do łóżka, bo naprawdę padam na twarz. Wczoraj zrobiłam 21k kroków, w nocy spałam z 3h, a dzisiaj zrobiłam 20k kroków. Chyba mam prawo być zmęczona. Zmęczona, ale bardzo zadowolona. Czy zamieniłabym ostatnie dwa dni na alkohol, kasyno bądź narkotyki? W życiu. I tego będę się trzymać.
Jutro mam urlop, ale żeby nie było, że będę się nudzić i odwalę jakąś głupotę to zaraz rano muszę na sygnale jechać do babci i dziadka, bo dziadkowi umarł komputer i jest dramat. I dobrze. Im bardziej jestem zajęta tym mam mniejszą przestrzeń na odwalanie durnot. Dzielnie walczę.
Do jutra.