Źródło: Pixabay
Dzień dobry.
Ale zleciało, co?
Gdy w zeszłym roku się tu pojawiłam za sprawą czułam się dość mocno onieśmielona i przytłoczona. Dużo treści, dużo przede wszystkim wartościowych treści, więc moje poczucie wartości standardowo podszeptywało mi, że totalnie nie jest to miejsce dla mnie no bo z czym do ludu. A jednak okazało się, że przez ten rok zadomowiłam się tutaj chyba na dobre.
Dla mnie to był rok pełen wzlotów i upadków, zresztą nie tylko tutaj, ale i w życiu prywatnym. Niemniej coś jest takiego w tym miejscu, że człowiek niezależnie od wszystkiego jak już otrzepie kolana po upadku to wraca. Długo się zastanawiałam co to takiego i w końcu doszłam do wniosku, że zdecydowanie jest to chyba kultura wypowiedzi, która w odmętach internetu jest zupełnie niespotykana. Nie ma [lub ja nie widzę] tego jadu i bezmyślnego hejterstwa. Dzięki temu taki człowieczek jak ja może sobie bazgrać co mu tylko ślina na język [palce?] przyniesie.
Cieszę się, że to już rok. Można powiedzieć, że w pewien sposób przepracowałam ten rok tutaj solidnie, bo myślę, że spokojnie można mnie określić jedną z płodniejszych osób na #polish, a wcale nie powiedziałam jeszcze ostatniego słowa, bo plany na przyszły rok są bardzo konstruktywne. Cieszę się, że mogę tu być, wymieniać się poglądami z innymi ludźmi, których w realu najpewniej nie byłabym w stanie poznać, cieszę się, że mogę korzystać z takiej skarbnicy wiedzy na tematy wszelakie i cieszę się, że mogę dokładać małą cegiełkę do tego, aby to miejsce żyło i miało się dobrze. Może dlatego, że nie ogarniam kryptowalut to nie przeżywam kryzysu, o którym wszyscy trąbią tylko świetnie się bawię. I oby tak było w kolejnych latach.
Fajnie, że jesteście ze mną i mam nadzieję, że będziecie w kolejnych latach.
Noc upłynęła ciężko ze względu na mróz. Niby auto nagrzane, ale co pasażer wsiadał to aż mnie telepało. Teraz, gdy siedzę sobie w ciepłym mieszkaniu i popijam ciepłą kawę jest dla mnie totalnie nie do przyjęcia wizja kolejnej nocki w takim mrozie, ale.. rano idę na siłownię, więc trochę automatycznie lżej mi na sercu i mam cichą nadzieję, że nocka szybko minie.
Miałam też kurs, który wrył mi się w głowę dość mocno, bo był to kurs z alkoholiczką. Laska pije od 1,5 miesiąca, a jej kompan [nie wiem czy to partner czy przyjaciel] w ramach pomocy pojechał z nią na stację paliw, aby kupić jej dodatkowy alkohol. Dla osób nieznajomionych w tematem powiem tylko pokrótce, że jest to najgorsza rzecz, jaką można zrobić alkoholikowi. Żeby alkoholik się ogarnął trzeba mu totalnie zabrać komfort picia. Przestać gotować obiadki, opiekować się, prać brudne gacie czy dawać kasę na alkohol, już nie wspominając w ogóle o tym, żeby go kupować. Alkoholik musi zostać sam we własnych rzygach, wtedy tylko jest potencjał na to, że się ogarnie. Ciężki dla mnie emocjonalnie był to kurs, bo mimo wszystko sporo refleksji do siebie mogłam odnieść. I to takich niefajnych.
Po powrocie do domu byłam potwornie zmarznięta [sprzątanie auta w tej temperaturze było niemałym wyzwaniem] dlatego zrobiłam sobie herbatę [zwykła herbata + kwiaty hibiskusa], zjadłam śniadanko i zapadłam w sen zimowy niemal na cały dzień. I dobrze mi to zrobiło. Mój pieseł był równie szczęśliwy co ja wygrzewając się pod kołdrą i chrapiąc.
Mróz nie odpuści, ale to, czego sobie życzę to kolejna spokojna noc i kolejny rok na HIVE. Do jutra!
PS. Na kolację według rozpiski naleśniki. Czy ten dzień może być jeszcze piękniejszy?