Tydzień pisarza z okazji Dnia Pisarza wypada skończyć.
Wylać kolejne żale?
STOP! TERAZ książka do polecenia.
A dzisiaj będzie coś świeżego, niedawny debiut (w charakterze pozycji książkowej z prawdziwego zdarzenia).
Nie jesteś na czasie z książkami? Nie wiesz co wybrać?
Ja nie mam na to rady.
Ale radę ma na to Małgorzata Boryczka. Człowiek, Kobieta, z rodzaju Atlasic, żuczków herkulesów, które ciągną tabór tytanicznej pracy.
Czy fakt, że jest moją osobistą znajomą, tworzy tu konflikt interesów?
To na moim "prywatnym" poletku nie ma znaczenia. Startowałem z nią w wyścigu, ona zwyciężyła, wchodzę zatem w rolę jednego z ekraników odbijających jej blask.
Małgorzata B. W y g r a ł a konkurs na wydanie książki w wydawnictwie Nisza.
Swoją perspektywę na małe miasteczka wyraził swego czasu Andrzej Bursa
Tam jednak, gdzie nie zajrzał on, zajrzała ona - i wydała zbiór opowieści O perspektywach rozwoju małych miasteczek
I mógłbym się rozpływać i mógłbym się przyczepiać do różnych szczegółów. Ostatnio jestem krytyczny i "na nie" do różnych pozycji książkowych i medialnych, nie tylko tych które bym odradzał.
Książkę Małgorzaty polecam z tej racji, że to najlepsza okazja, by poznać, o czym się teraz pisze, a przy okazji czasem pośmiać się, zażenować, zgrzytnąć zębami na to, co znamy wszyscy.
Literatura to nie rynek dla małej miejscowości. Ta stosunkowo subtelna zadra ciąży na ambicjach społeczeństwa które ma dostęp do alfabetyzmu, klawiatury i edytorów tekstu (problem w tej części świata). Z niej to wyrasta literatura, która ruchem robaczkowym przechodzi między granicami, które jeszcze sto lat temu były nieprzekraczalne, zaś pięćdziesiąt lat temu były obudowane zabetonowanymi, uregulowanymi kanałami.
Jak zobaczyłem jednego stwora z takiego kanału, to wzdrygnęło mną dogłębnie. Ale jednocześnie dało sporo inspiracji w kreacji czarnych charakterów.
Gdy czytasz O perspektywach rozwoju małych miasteczek, czujesz jak wlewa się w ciebie rzeczywistość, zaczynasz żyć bardziej, jak roślinka na użyźnionej glebie. A autorka potrafi użyźnić człowieka bez użycia smrodu, chyba że umownego, otrzeźwiającego. Ostrożnie z nią, bo umie grać na mózgu człowieka jak na instrumencie. Podpowiada rzeczy, o których wie się samemu.
Ale recenzja powinna mieć znamiona obiektywności. Gdyby to było dzieło doskonałe, gdzież by można pójść dalej? Chyba tylko zakończyć karierę pisarską dopiero po jej rozpoczęciu, albo napisać coś gorszego.
Ogólnie co by tu znaleźć do dopracowania - opowiadania to są w dużej mierze obrazki i pejzażyki, w tej pejzażykowatości się te opowiadania czasami blokują.
Krótkie prózki nie dają możliwości rozwinięcia skrzydeł, wobec czego w kolejnych literackich próbach Autorki doszukiwać się można by bogatszych konstrukcji postaci.
To jest jednak szalenie subiektywne. I udowadnia że na przestrzeni Literatury Pięknej nie każdy może czuć się mocno a tym bardziej mieć coś ciekawego do powiedzenia jako takiej literatury krytyk. Konwencja "zajrzyjmy na prowincję pełną psychopatów i małostkowości" realizowana jest na różne sposoby (niekiedy nawet nie można powiedzieć, że to małe miasteczko, co najwyżej małość w innych znaczeniach tego słowa). W każdym razie, dla odświeżenia i zapoznania z realną, nieprzemieloną przez rynek osobowością, która nawet czasem wydaje się szczera, książkę polecam.
Do swoich zgryzot wracam. Więc co robić? To niełatwe pytanie, na przykład pewnym dziennikarzom się coś takiego wymsknie a potem giną miliony ludzi.
Może spróbować wytłumaczyć dlaczego Prawdziwemu Pisarzowi wystarczy dzień, a ja musiałem zacząć cały tydzień? Zrobiłem co zrobiłem. Grzecznie milczałem przez dziesięć lat, więc zostaje mi jeszcze naddatek pod postacią trzech dni.
Wygrzebać z pamięci jakąś kolejną hizdoryjkę z okazji czegoś com nieśmiało rozgrzebał i zarzucił? Może nawet odłożył na później?
To by było nawet coś do wrzucenia. Może kiedyś.
Proszę wybaczyć użalanie się nad sobą. Może to ta słynna depresja, bo obniżony nastrój odczuwam, odkąd pamiętam.
Nie ma co zamykać oczu na rynkową rzeczywistość. Może i łatwiej niż kiedyś wyciągnąć kogoś znikąd, ale realność jest taka - branża jest nasycona, nie chce ryzykować wydając debiutanta. Rozeznanie w trendach i pożądanych elementach to cenna wiedza, dlatego trudno dostępna.
Jeśli pisanie ma sprawiać przyjemność, tylko i wyłącznie, to nie ma problemu.
Gorzej że czuję że mam jeden talencik (wyobraźnie) którego nie chcę zagrzebywać, a i tak inwestowanie tym talencikiem to rzucanie listu w butelce na wody Pacyfiku.
Gdzieś tam tli się nadzieja, że znajdę jakieś zainteresowanie albo powołanie, w którym się spełnię.
Podobno chciałem pomóc. Chyba nie szukałem wymówki.
Nie pomogłem. Już nie pomogę. Chyba że sobie.
Do cholery, kto daje radę? Kto jest zadowolony?
Ktoś. Ale nie w tym sensie.
Przyzwyczajeni jesteśmy raczej ściskać zęby.
Magluję bzdury z wnętrza swojej głowy.
Przodkowie, chłopi spod Szczercowa, śpiewali pieśni o rycerzach.
Klecenie historii nie wzięło się znikąd.
Dzięki temu, że piszę, czasami chcę żyć. A przynajmniej dane mi to jest odkąd zacząłem do tego siadać.
Nie każdemu dane znaleźć własnego konika. Ale w tym się zgadzam z normalnym człowiekiem, że chciałbym aby generalnie było trochę lepiej - i każdy jakiś w miarę konstruktywny i nieszkodliwy dla innych konik znalazł.
Na ten słodko-gorzki koktajl refleksyjny, kończę tydzień muzyką i klipem, które obrazują to wszystko całkiem nieźle. Nic nowego wszak pod słońcem i w internetach.
Trzymajmy się mocno