Nawiązując do artykułu odnośnie odwiedzania Zoo, natknęło mnie, aby zastanowić się nad sensem istnienia Cyrków. Nie od dziś wiadomo, że zwierzęta w Cyrku są tresowane, bite, bo przecież muszą robić to, co treser chce.
Jak byłem dzieckiem, dziadek zabierał mnie do Cyrku i dla mnie było to wielką atrakcją, szczególnie, że mieszkałem w małym mieście, gdzie praktycznie w latach 90. nie działo sie za wiele. Dziś jako już dorosły człowiek, patrzę trochę inaczej na traktowanie zwierząt czy to w Zoo czy w Cyrku.
Kiedyś nawet, żeby zareklamować Cyrk w naszym mieście, władze Cyrku zdecydowały o spacerze słonia przez pół miasta. Faktycznie dało to efekt taki, że brakowało biletów i miejsc na spektakl, ale czy ktoś się przejmował tym, co musiał czuć ten słoń idąc przez całe miasto z tłumem gapiów? Wśród nich byłem ja, zwyczajny chłopak chodzący do szkoły podstawowej, gdzie nawet załapałem się na zdjęcie ze słoniem, które było na okładce lokalnej gazety zatytułowanej ,, Niecodzienny przechodzień''. Teraz się tego wstydzę.
Wtedy jeszcze nie zastanawiało mnie to, jak są traktowane zwierzęta i że praktycznie jest to niewola dla zwierząt, które w środowisku naturalnym żyją na wolności, otwartej przestrzeni, dodatkowo w zupełnie innym klimacie, czyli np. w Afryce. Dzisiaj kiwam głową, gdy widzę plakaty o przyjeździe Cyrku do miasta i zastanawia mnie to, dlaczego Cyrki nie są jeszcze zakazane w Polsce. W sumie to piwinny być zakazane na całym Świecie. Dlaczego Rząd, czy nawet włodarze miast czy gmin, pozwalają na występy tych biednych zwierząt?
W moim obecnym mieście w Niemczech, Cyrk przyjeżdza około 3 razy w roku. Ile osób kupuje bilety i idzie oglądać widowisko? Tego niestety nie wiem, bo nawet tamtędy nie przechodzę widząc tę szopkę, ale biorąc pod uwagę to, że raczej przyjeżdzają często, cieszy się to ponadprzeciętnym zainteresowaniem wśród lokalnej społeczności.
Obecnie jestem Ojcem półtorarocznej córeczki i nie wyobrażam sobie faktu, żebym kiedyś poszedł z nią do Cyrku. Mam nadzieję, że przez 5-10 lat zmieni się świadomość ludzi i przestaną chodzić na te traumatyczne dla zwierząt przedstawienia i nie będę musiał się tłumaczyć córce dlaczego wszyscy idą a my akurat nie. Zresztą jestem za zakazem istnienia Cyrku.
Ludzie powinni być uświadamiani, dlaczego Lew jest posłuszny, a to tak naprawdę dzikie zwierze, śloń staje na dwóch łapach, a tygrysy skaczą przez płonące koła... wiadomo, że to od tortur jakie te zwierzęta przechodzą na co dzień.
Jeżeli już dziecko bardzo chce iść do Cyrku, warto uświadomić je, że nie każda rozrywka, jaka jest w mieście, jest tak naprawdę super wspaniała. Może Twoje dziecko będzie Ci w przyszłości dziękować za to, że jego rodzice nie wspierali tego typu akcji i nie sponsorowali męczarni tych zwierząt.
Warto się nad tym zastanowić i przedyskutować. Co wy o tym myślicie? Czy Cyrki są potrzebne, czy to dobra rozrywka, która nigdy nie powinna zniknąć z miast? A może powinny być całkowicie zakazane?
Zapraszam do dyskusji na ten temat.