Wirtuoz teoretyk :)
Zacznę od początku:
- Nie zgadzam się, że większość osób na studiach medycznych zostaje lekarzami - co z farmaceutami, diagnostami laboratoryjnymi, fizjoterapeutami, ratownikami medycznymi, pielęgniarkami? Bez nich służba zdrowia nie istnieje tak samo jak bez lekarzy. Poza tym nie uważam, żeby studia medyczne były nudne... może minąłeś się z powołaniem?
- Jako pacjent nie chciałbym, żeby eksperymentował na mnie student bez odpowiedniego przygotowania merytorycznego. Opisane przez Ciebie podawanie leków, wkłucia dożylne czy też np. pobieranie krwi do badań to są procedury, gdzie nieumiejętne ich wykonanie może pogorszyć sprawę. Dla chcącego nic trudnego, są kursy i szkolenia na fantomach, które kończą się certyfikatem. Pacjent powinien móc wypełnić deklarację, czy się zgadza, żeby taka osoba (z certyfikatem) się nim zajęła.
- Rynek pracy weryfikuje czy wysiłek i nabyta wiedza podczas studiów jest potrzebna, czy też liczy się tylko papierek. Przykład: mój kolega, który był najlepszym studentem na roku poszedł na 2 lata do pracy i zrezygnował z powodu zbyt niskich zarobków i wrócił na doktorat. Inny przykład: koleżanka, jedna z lepszych studentek na farmacji, która jeździła na konferencje, robiła dodatkowe staże, odnosiła sukcesy w kole naukowym, dostała po stażu pracę w aptece, natomiast inna koleżanka, która się prześlizgiwała z roku na rok, zaproponowała w tej samej aptece, że przyjdzie pracować za 200 zł mniej. Pracodawca oczywiście wybrał tą, która mu się lepiej opłacała. Dlatego studia państwowe gwarantują wszędzie ten sam poziom wiedzy i kompetencji, żeby móc sobie poradzić w przyszłym miejscu pracy. Wszystko ponad to nie jest dodatkowo płatne.
- Służba zdrowia oparta na prywatnych ubezpieczeniach w USA nie jest wcale dobrym przykładem. Kto był w USA chociażby u stomatologa wie, jakie kosmiczne tam są stawki. Prywatny system opieki zdrowotnej w USA od wielu lat próbują reformować kolejni rządzący, a mimo tego jest ona ciągle najdroższa na świecie.
- Argument, że biedni finansują naukę bogatym jest oderwany od rzeczywistości. Chyba jest kompletnie odwrotnie... Dzięki temu, że są stypendia dla niezamożnych studentów i stypendia naukowe biedniejsi mogą zostać wykształceni tak samo (a nawet lepiej, bo stypendium naukowe dostaje 10% najlepszych) jak bogatsi studenci. Czasem biedniejsi studenci muszą sobie dorabiać na studiach, co wymaga ogromnego poświęcenia i zorganizowania. Poza tym często są też studia niestacjonarne, na które dużo łatwiej się dostać, a chodzi się na wszystkie zajęcia razem ze stacjonarnymi - u mnie na uczelni 1 rok farmacji kosztuje 15 tys. zł, medycyny 20 tys. zł. To raczej nie jest forma przeznaczona dla ubogich, zdolnych studentów.
- Nie uważam, żeby pielęgniarka czy ratownik mógł zostać lekarzem tylko na podstawie swojego doświadczenia nabytego w pracy. Ich rola w ochronie zdrowia jest inna. W jaki sposób ratownik ma się nauczyć jak odróżnić grypę od przeziębienia i jak to leczyć, podczas gdy jego praca polega na wykonywaniu resuscytacji czy opatrywaniu ofiar wypadków. To oczywiście nie znaczy, że nie powinni być w swojej profesji odpowiednio doceniani. Wiem jaka jest w tym zawodzie sytuacja, zarobki marne, miejsc pracy nie ma, praca odpowiedzialna, niewdzięczna i momentami niebezpieczna. To samo zawód pielęgniarki. W zawodzie diagnosty laboratoryjnego też nie ma miejsc pracy, tym którzy pracują są obcinane etaty, bo szpitala nie stać na płacę minimalną, a jeśli zrezygnujesz z tej pracy to na Twoje miejsce jest pełno chemików, biologów i biotechnologów, którzy z medycyną mają nie za wiele wspólnego. Fizjoterapeuci z kolei po 5 latach trudnych studiów muszą walczyć o miejsca pracy z ludźmi, którzy skończyli na 2-dniowy kurs masażu... To są realne problemy. Wiem, że jeszcze lekarzy one nie dotykają, ale Ukraińcy daleko tu nie mają i z chęcią przyjdą pracować za połowę stawki.
Moją odpowiedzią dlaczego brakuje lekarzy i przedstawicieli innych zawodów medycznych jest - po prostu emigracja tam, gdzie zostaną docenieni. Szczególnie chodzi mi o tych, którzy robią coś poza niezbędnym minimum do otrzymania papierka. Mamy państwową służbę zdrowia (i dobrze), dlatego jeżeli chcemy zatrzymać lekarzy tutaj, to trzeba zwiększyć nakłady na opiekę zdrowotną, zamiast w kółko zwiększać nakłady na biurokrację. Nic tak nie motywuje do nauki jak myśl, że robisz to, co lubisz, w czym jesteś dobry i jeszcze dostaniesz godziwe pieniądze. Jako osoba blisko związana z farmacją, jeszcze kilka lat temu był to szczyt moich marzeń, podczas gdy dziś kasjerka w bierdonce zarabia tyle samo co farmaceuta, który powinien wiedzieć praktycznie tyle, co lekarz pierwszego kontaktu + działanie wszystkich leków, które dyspensuje. Standardy kształcenia nie powinny być ciągle obniżane, bo wcale przez to pracowników służby zdrowia nie przybędzie. Po prostu Ci lepsi stąd wyjadą, a Ci gorsi zgodzą się pracować za 200, 500, 1000 zł mniej. Oczywiście ze spadkiem standardów kształcenia spada też jakość leczenia - do tego chyba nie muszę nikogo przekonywać ;)
RE: Dlaczego brakuje lekarzy?