Kochani nie mogę i nie potrafię od wczoraj znaleźć sobie miejsca. Miałam zamieści kolejną część mojej opowieści, ale muszę ponownie to odłożyć.
Muszę podzielić się z Wami czymś dla mnie smutnym.Nie była to osoba mi bliska, ale znałam ją i to wystarczy.
Byłam wczoraj w pracy. Tak wypadło, że to akurat ja siedziałam na kasie reprezentacyjnej nr 1.
W sumie nie działo się nic nadzwyczajnego. Popołudnie, jak to popołudnie, po 15-tej ruch się wzmożył, bo głodomory z pracy wyszły. Uwijałam się jak mogłam, żeby obyć się bez pomocy koleżanek. Znając moje małe ADHD doskonale dawałam radę. No bo co, ja rady nie dam? Ja?! Mój typ tak ma.
Około godziny 17-tej tłumy nieco zmalały. Mogłam chwilę odetchnąć. Jednak czasem odczuwałam taki wewnętrzny niepokój, jakby miało za chwilę coś się stać. Odganiałam od siebie to natrętne uczucie poprzez pracę i rozmowy z klientami. Od czasu do czasu podeszła któraś z dziewczyn. Zamieniałyśmy kilka słów i każda wracała do pracy.
Około godziny 19-19 30 weszło do sklepu dwóch mężczyzn, naszych stałych klientów. Jeden mniej, drugi bardziej pijany. Wzięli potrzebne im rzeczy, czyli alkohol i papierochy. Oczywiście miałam nieprzyjemność ich obsługiwać. Ja człowiek spostrzegawczy i widzący niestety rzeczy nie przeznaczone dla moich oczu. Nie wspominając już o słyszeniu...
Zauważyłam, że jeden z mężczyzn, ten bardziej pijany , ma ręce całe ubrudzone krwią. Taką zaschniętą, która zaczynała się kruszyć. Spojrzałam na jego twarz. Starałam przyjrzeć mu się uważnie, ale tak , żeby on tego nie widział. Twarz jego również była brudna we krwi. Może nie tak jak dłonie, ale miała liczne kropki. W pierwszej chwili przyszło mi do głowy, że może się gdzieś przewrócił lub coś w tym stylu. Popatrzyłam jeszcze raz i dałam spokój rozważaniom do momentu, aż usłyszałam
- Chyba zabiłem człowieka. Na pewno go zabiłem.
Popatrzyłam na niego jeszcze raz i drugi. Stwierdziłam , że to tylko pijacki bełkot człowieka chlającego od kilku dni. Zdradzała to jego opuchnięta twarz i ręce. Ten drugi ponaglił go i wyszli wyszli ze sklepu ze swoim dobytkiem.
Przeszłam nad tym do prządku dziennego i zajęłam się dalszą pracą. Po jakimś czasie przybiegła do mnie koleżanka. Była na zewnątrz na papierosie. Okazało się, że obok w bloku coś się stało. Była policja, karetka i cały tłum gapiów. Znowu poczułam to znajome uczucie niepokoju gniotące mnie w klatce piersiowej.
Ta sama koleżanka wyszła chwilę wcześniej do domu. Przy okazji miała zobaczyć, co się wydarzyło. Po chwili dostałam od niej telefon, że pod jedną z klatek tamtego bloku leży trup w czarnym worku... Boże pomyślałam, jednak coś się stało. Skończyłyśmy pracę i wyszłyśmy do domu. W bloku obok nadal było mnóstwo ludzi, karetka i policja. Każda z nas poszła w swoją stronę. Dotarłam do domu przed 22-gą. Zjadłam kolację i postanowiłam trochę poczytać. Przed 23-ą zadzwonił telefon. Dzwoniła koleżanka, która wcześniej poinformowała mnie, że pod blokiem leży trup. Byłam pewna, że dowiedziała się coś więcej. Okazało się jednak, że pan komisarz Jakiśtam życzy sobie ze mną porozmawiać. Nie przypuszczałam, że jest to związane z tą przykrą sprawą. No bo niby skąd?Zostałam poproszona o natychmiastowe stawienie się na komendzie w celu przesłuchania mnie jako świadka . U brałam się i poszłam. Miałam zgłosić się do sierżanta sztabowego Jakiegośtam w celu złożenia wyjaśnień. Pan sierżant, dość miły jak na policjanta, zadał mi szereg pytań różnego rodzaju, np. jak był ubrany, czy brudny czy czysty, trzeźwy czy pijany. Po co był, co kupował. Jak dużą gotówką płacił i ile mu zostało. Chodziło oczywiście o tych dwóch mężczyzn, których obsługiwałam w sklepie. Jeden z nich, ten zakrwawiony najprawdopodobniej zabił człowieka. Po złożeniu stosownych wyjaśnień zostałam wypuszczona do domu. Na miejsce dotarłam około 1-wszj w nocy. Nie mogłam uwierzyć w to co się stało. Jak jeden człowiek może zabić drugiego. Przez całą noc nie mogłam usnąć, a raczej przez resztę nocy. Zastanawiałam się kim był ten zabity.
Rano zadzwoniła do mnie moja przyjaciółka z informacją, że ona też ma zgłosić się na komendę w celu złożenia wyjaśnień.
Po przyjściu do pracy dowiedziałyśmy się, że kryminalni byli sprawdzić monitoring. Chcieli zapewne ustalić, co się dokładnie wydarzyło. Nieco później doszło do mnie kto był ofiarą...
Nie szkodliwy, nie groźny nic nikomu nie robiący bezdomny. Wszyscy dookoła go znali. Nie myślałam, że skończy w ten sposób. Dźgniety nożem, a chwilę wcześniej pobity. Wleczony po schodach z 3-go piętra i zostawiony niemalże na progu wejścia do klatki schodowej...
Uwierzcie mi, nie potrafię odnaleźć się w tej sytuacji. I nie chodzi tu o to ,że byłam wzywana na komendę, ani o to że może będę musiała brać udział w procesie. CHODZI O CZŁOWIEKA, który zginął. O jego bezsensowną śmierć. O to, co się stało, a nie miało prawa stać. Jak można w ten sposób pozbawić życia drugiego człowieka? Pozbawić go człowieczeństwa, wlokąc go po schodach w taki sposób, że jego głowa obijała się o stopnie?
Nie jestem nawet w stanie wyrazić tego ogromu uczuć i emocji, które kotłują się w mojej głowie.W takich momentach chciało by się krzyknąć ,, Boże gdzie jesteś?!" Jednak nawet i to nie chce mi przez gardło przejść. Czuję taki ścisk tam w środku, gdzie zazwyczaj gromadzą się uczucia. Łzy same cisną się do oczu i płyną po policzkach. Zapłakałam, bo nawet nie wiem, czy po tym biedaku zapłacze ktoś jeszcze...
Iris Miasto Aniołów