Ogród zimą wyglądał bajecznie...
Siedziała przy kominku i wspominała jak to było dwa lata temu, kiedy GO poznała. Wtedy też była biała zima...
Poznali się przypadkiem, w zwykłym miejscu o zwykłej porze. Od razu kiedy na niego spojrzała wiedziała... Czuła, że to coś wyjątkowego, coś co nie zdarza się codziennie.
Spotykali się kiedy tylko mogli i gdzie mogli. Uczucie kwitło, zakochiwali się coraz bardziej. Minęła zima, przyszła wiosna, długie spacery, trzymanie się za ręce, ukradkowe i delikatne pocałunki. Świata poza sobą nie widzieli... Kochała go coraz bardziej do tego stopnia, że nie wyobrażała sobie życia bez niego.
Przyszło cudowne, upalne lato. Niebieskie niebo bez ani jednej chmurki.
![20170910_115949.JPG] ()
Wyznaniom nie było końca... Patrzył na nią z taką euforią i pożądaniem, że nie sposób to wszystko opisać. Kiedy kochali się pierwszy raz, świat zawirował i stał się jeszcze piękniejszy. Płakała ze szczęścia i miłości. W jego oczach też pojawiły się łzy... Płakali ze szczęścia oboje, spleceni w uścisku miłości. To było najpiękniejsze lato jej życia. Kolorowe, słoneczne i pełne miłości. Uczucia jakiego nie mógł dojrzeć nikt poza nimi.
Przyszła jesień. Pogoda zaczynała płatać figle. Robiło się coraz chłodniej, a w sercach nadal było gorąco.
Spotykali się nadal. Każdą wolną chwilę spędzali razem. Coraz bardziej była pewna, że na zawsze pozostanie przy nim, a on z nią.
I nagle stało się... Było brzydkie, jesienne popołudnie. Padał rzęsisty deszcz. Jak zwykle pędził na spotkanie z nią... Wystarczył ułamek sekundy, chwila nieuwagi. Nie zauważył pędzącego auta...
Siedziała i czekała. Siedziała i czekała. Siedziała i czekała... Nie wiedziała, że zdarzyło się coś...
Płakała wiele tygodni, wiele dni, godzin. BÓL był tak wielki, że zabierał jej powietrze. Nie potrafiła oddychać, patrzeć, żyć. Najmniejszy oddech zamierał jej w piersiach i nie potrafił wydobyć się na zewnątrz. Los dał jej polizać szczęście przez papierek tak na zachętę. Udawała przed sobą i przed innymi, że wszystko jest w porządku. Jednak nie miała siły na nic, czuła się niepotrzebna... Bolał ją każdy kawałek ciała. Chciała usnąć i obudzić się jak przestanie boleć.
Tłumaczyła sobie: ,,Skoro przychodzi ból przyjdzie też szczęście - bądź cierpliwa"... Niestety serce popękało jej na tysiac kawałków. Czuła ogromny niedosyt, że los ją tak szczęściem połechtał.
Teraz tyle czasu po tym wszystkim na reszcie była spokojna. Znowu przyszła zima...
![20180116_215833.JPG] ()
Padał śnieg, ona znowu siedziała przy kominku, popijając herbatę z cytryną. Teraz było już inaczej. Ból minął i nastało wyciszenie. Było dobrze. Popatrzyła na zegarek. Wiedziała, że musi się spieszyć, bo robiło się ciemno. W zimie na cmentarzu nie jest zbyt przyjemnie. Włożyła kurtkę, buty i pobiegła...
Jej ślady na śniegu były tak wyraźne jak uczucie, które kiedyś ICH łączyło. Wiedziała, że drugi raz coś takiego się nie zdarzy, ale już była spokojna i ból prawie ustał. Czasem jeszcze tylko oddychanie sprawiało jej trudność. Kochała, była kochana i zawsze miała o tym pamiętać. Do końca swych dni...