Długo broniłem się przed smartfonem. Uległem końcem lutego, kiedy to okazało się, że w VRze jest podstawowym narzędziem (bez niego trudno kontrolowac kamerę 360, jest również konieczny przy pierwszym uruchomieniu gogli Oculus Go). Kupiłem iPhona i w sumie szybko pożałowałem, bo okazało się, że nie wspiera żadnych kontrolerów. Pisałem o tym w VRowej serii na moim głównym koncie. Co więcej za tę samą cenę można kupić wspierającego vi-ar Samsunga z o wiele lepszymi "osiągami"! Po co więc przepłacać? Jest jednak jeden aspekt, który nieczęsto jest na pierwszym planie. Większość ludzi przypomina sobie o nim, gdy już jest "po ptokach". Chodzi o bezpieczeństwo. No i tu iOS ma sporą przewagę nad pozostałymi systemami.
Wczoraj przestałem żałować, że mam iPhone'a. Uświadomiłem sobie bowiem, że cyfrowy świat nie jest bezpieczną przystanią, w której zagrożenie atakiem hekerskim jest porównywalne z albańskim wirusem czy Tigerem Bonzo. W uzmysłowieniu tego faktu pomógł mi znajomy. A w zasadzie to, co spotkało jego braci, którzy prowadzą w necie jakiś sklep z lampami...
Znajomy zadzwonił wczoraj z dość nietypową prośbą. Chodziło o przesłanie na pewien adres części bitkojna o równowartości 700$. Dlaczego? Otóż strona jego braci została przejęta przez hakerów, którzy założyli na niej jakieś hasło i przesłali maila z żądaniem zapłaty okupu. Ponad 10 tys. zł. Ostatecznie udało się wynegocjować zejście z ceny do poziomiu 700$. Operację przekazania okupu można zobaczyć tutaj. Czy udało się odzyskać dane? Tego jeszcze nie wiem, bo proces ten miał przebiegać stopniowo. Dziś miał się zakończyć.
Jaki z tego morał? Trzeba być czujnym. Hakerzy istnieją. I bynajmniej nie atakują wyłącznie wielkich instytucji. Sporo jest również pułapek. Swego czasu w polskiej społeczności głośna była sprawa jednej użytkowniczki, która kliknęła w link z posądzeniem o plagiat. Strona, na którą została przekierowana wyglądała jak Steemit, więc się zalogowała i... straciła wszystkie płynne środki. Tak było. I przypadek ten jest przestrogą. Czy w przypadku sklepu było podobnie? Tego nie wiem. Ponoć strona została zaatakowana bezpośrednio, a nie za pomocą "zdradzieckiego" linku lub jakiegoś załącznika. I w zasadzie nie byłoby tak dużego problemu, gdyby nie fakt, że wszystkie dane były na serwerze i nigdzie indziej. Cóż, ponoć ludzie dzielą się na tych, którzy backupy robią i tych, którzy jeszcze tego nie robią...