„Tylko drzewa, gdyby mogły mówić, opowiedziałyby historię o tym, jak upada dusza człowieka. Tego, który rozpadł się na kawałki, i tego, który dokonał tych zniszczeń.”
Ostatnio trafiam na książki, które w pewnym stopniu niszczą mnie od środka, książki, które powodują, że odczuwam ból i frustracje bohaterów. I taką książką jest debiut Huberta Malka Gdyby drzewa mogły mówić. Dzięki zorganizowanej przez Mania Książkowaniaa akcji booktour mogłam ją przeczytać, dlatego dziękuję za tę możliwość autorowi jak i Dominice.
Już po recenzji u Dominiki wiedziałam, że to będzie książka, która mi przypadnie bardzo do gustu. Nie myślałam, że aż tak, że będę przeżywać emocje bohaterów w takim stopniu. Gdyby drzewa mogły mówić to thriller psychologiczny, w którym wątek kryminalny jest motorem napędowym, ale jednocześnie jest gdzieś w tle. Tutaj przede wszystkim liczą się bohaterowie i ich postępowanie. Poruszane są bardzo trudne tematy, jak uzależnienie od alkoholu czy walka o rodzinę. Dosadnie możemy poznać skutki jednego niewinnego z pozoru kłamstwa, które zaważy na losie bohaterów.
Styl autora jest niesamowity. Dopiero w trakcie czytania zorientowałam się, że to debiut! Byłam zaskoczona, ponieważ książka jest napisana bardzo, hm, poważnie, jest to niesamowicie dojrzała lektura. Lektura, przy której nawet rzucona „kurwa” nie razi w oczy. Uwielbiam bohaterów, których stworzył autor. Są bardzo wyraziste, każde kolejne działanie jest skutkiem poprzedniego, żaden z bohaterów nie podejmuje decyzji niepasujących do postaci. Naprawdę wielkie brawa pod tym względem!
Sam wątek kryminalny jest dosyć brutalny – główny bohater, Sławek, z początkiem roku znajduje w lesie martwą nastolatkę. Dziewczyna chodziła do jednej klasy z jego synem, Waldkiem. Policja widzi w Sławku oraz w jego synu osoby podejrzane, ale bez dowodów ciężko coś zrobić. Kiepski początek roku to dopiero początek problemów Sławka i jego rodziny. Tym bardziej, że dziwnym zbiegiem okoliczności, Sławek, znajduje kolejne ciało. Znowu w lesie.
Przez większość książki miałam wrażenie, że płynę przez kolejne strony. Natomiast ostatnie kilkadziesiąt stron to ogrom emocji – to, gdy dowiadujemy się prawdy. Tylko czy po tylu kłamstwach prawda ma jakiekolwiek znaczenie? Czy rodzina okaże się tak silna, że pokonają wszystkie przeszkody? Tego wam nie powiem, bo musicie koniecznie sami sprawdzić.
Podsumowując – w tym roku mogę mieć kłopot z wybraniem najlepszych książek przeczytanych w 2023 roku, ale jednego mogę być pewna – Gdyby drzewa mogły mówić będzie w topce.
Opis wydawcy:
Sławek mieszka w niewielkiej miejscowości i pracuje jako pilarz. Gdy pewnego styczniowego poranka dostrzega pod drzewem przysypane śniegiem zwłoki dziewczyny, nie wie jeszcze, że to dopiero początek lawiny nieszczęść… Policjanci szybko ustalają, że ofiara chodziła do jednej klasy z jego synem, Waldkiem, przez co ten natychmiast trafia do wąskiego kręgu podejrzanych. Sławek, zdruzgotany takim obrotem spraw, coraz częściej zagląda do kieliszka, co sprawia, że jego małżeństwo zaczyna wisieć na włosku. Jednocześnie w miasteczku dochodzi do kolejnej zbrodni: tym razem ciało jest tak okaleczone, że nie można zidentyfikować ofiary. Pojawiające się sprzeczne tropy i zakulisowe policyjne rozgrywki powodują, że śledztwo tkwi w martwym punkcie. Wkrótce Sławek zrozumie, że dotarcie do prawdy wcale nie jest priorytetem śledczych. A ci, którzy naprawdę chcą ją poznać, zapłacą przerażająco wysoką cenę…