Widziałem, jak diabeł chodzi tam na palcach.
Jako że to trzecia książka autora, którą przeczytałam, to mogę powiedzieć, że polubiłam się z piórem i stylem. Od samego początku zostałam porwana w historię, razem z komisarzem Zakrzewskim próbowałam poznać prawdę i rozwiązać zagadkę, kto i dlaczego cyklicznie co cztery lata porywał i prawdopodobnie pozbawiał życia chłopców? I jaką w tym wszystkim rolę odgrywa zaginiony brat bliźniak policjanta? Fabuła do samego końca trzyma w napięciu, które budowane jest stopniowo. Mimo niepewności, czytelnikowi wydaje się, że już wie, kto i dlaczego, ale wtedy autor ponownie zaskakuje!
Bardzo lubię kryminały, w których przeszłość odgrywa ważną, wręcz kluczową rolę. I tutaj tak było, dodatkowo ta przeszłość miała bardzo duże znaczenie do odkrycia prawdy, motywów zbrodni, które ktoś dokonywał obecnie. Te wątki zostały bardzo zgrabnie ze sobą połączone.
Jestem fanką bohatera – Marcina Zakrzewskiego – ponieważ, mam wrażenie, że bardzo mało jest na rynku wydawniczym kryminałów czy thrillerów, w których główna postać nie jest poturbowana przez życie. Okej – przeszło trzydzieści lat temu zaginął brat bliźniak, do tego Marcin nie założył nigdy rodziny, ale poza tym, nie był uzależniony. Trauma związana z bratem rzutowała na prowadzoną sprawę, jednak było to całkiem zrozumiałe i logiczne posunięcie. Podobnie podobała mi się postać Pauliny, silnej postaci kobiecej, partnerki w prowadzonym śledztwie. Jej charakter został naprawdę dobrze nakreślony – jest silna, niezależna, ale również jest kimś, kto potrzebuje drugiej osoby w swoim życiu. Jest po prostu prawdziwa.
Jedyne, do czego mogę się przyczepić, to sama motywacja sprawcy, a raczej jej przedstawienie. Nie chcę za dużo zdradzać, jednak w tym przypadku można zastanowić się nad tym, jak zazdrość i chęć zemsty może wpłynąć na dorosłe życie i na czyny. Nigdy nie byłam fanką spowiedzi morderców na sam koniec, tutaj dodatkowo czułam, że jest nieco naciągane.
Podsumowując, to bardzo mi się podobała ta książka i jak zazwyczaj robię przerwy w cyklach, to tym razem czuję w kościach, że zaraz siądę do Iluzji. Jestem ciekawa dalszych losów bohaterów i co dalej wymyślił Mieczysław Gorzka.
Opis wydawcy: Jakie tajemnice kryje przykościelny sad?
Komisarz Zakrzewski zostaje w środku nocy wezwany do brutalnego morderstwa na jednym z osiedli na obrzeżach Wrocławia. Podczas pościgu za zabójcą słyszy od niego tajemniczy przekaz: "Widziałem jak diabeł chodzi tu na palcach". Przypomina sobie, że te same niepokojące słowa usłyszał trzydzieści lat wcześniej z ust swojego brata bliźniaka, który zaginął wtedy w niewyjaśnionych okolicznościach. Zakrzewski postanawia wrócić do sprawy z przeszłości. Szybko odkrywa, że spokojna podwrocławska wieś, z której pochodzi, od wojny jest milczącym świadkiem zaginięć także innych dzieci, a te tragiczne zdarzenia łączą się z kolei z morderstwami popełnionymi obecnie. Czy to możliwe, żeby ten sam sprawca działał nieprzerwanie od siedemdziesięciu lat? Powrót do wspomnień z dzieciństwa okazuje się dla policjanta prawdziwym koszmarem, rozgrywającym się tu i teraz. Wkrótce musi walczyć o życie nie tylko swoje, ale i bliskich mu osób. Morderca staje się jego cieniem i zdaje się wiedzieć o nim wszystko... To dzieło diabła czy ręka człowieka?