Swój kryminalny wrzesień rozpocznę z grubej rury, czyli od Nagonki Piotra Kościelnego.
Często bywa tak, że kolejne tomy z serii nie trzymają takiego poziomu jak pierwszy, że bohaterowie przestają się rozwijać, że historie po prostu stają się nużące. W tym przypadku tak nie jest, co więcej, w tym przypadku bohaterowie się rozwijają i dojrzewają. Ich historie z pierwszych tomów nabierają głębszego sensu – w czwartym (i wciąż mam nadzieję, że nie ostatnim!) tomie z komisarzem Sikorą dostajemy prawdziwy rollercoaster emocji. I to się nie może tak skończyć! Nie zgadzam się!
Na wstępie warto zaznaczyć, że najlepiej nie zaczynać Nagonki bez czytania wcześniejszych tomów, a już szczególnie, gdy nie czytaliśmy Pokotu (tom trzeci), z uwagi na to, że wydarzenia w Nagonce dzieją się bezpośrednio po zakończeniu wcześniejszej części.
W czwartym tomie zostajemy od razu rzuceni na głęboką wodę wraz z Sikorą i Bieleckim, którzy muszą zmierzyć się z niewyobrażalną stratą, traumą i muszą poskładać jakoś swoje życie. Odniosłam wrażenie, że tak naprawdę w Nagonce wszyscy po części cierpią i przeżywają swoje problemy, co jest z jednej strony przytłaczające, a z drugiej czekałam aż wyjdzie słońce nad głowami bohaterów. Mimo że znam pióro autora i obawiałam się, czy aby na pewno pojawi się jakiekolwiek słońce.
Oczywiście same osobiste dramaty to byłoby za mało – pojawia się kolejny morderca, który prezentuje nam kumulacje – jest homofobem, antysemitą, rasistą. Raczej każdy morderca, z powodu samego faktu pozbawiania życia, nie jest postacią do polubienia w książkach autora, to tutaj seryjny zabójca jest po prostu nadzwyczaj irytujący. Irytujący swoją pewnością siebie, bucerą i głupotą. Natomiast wiedziałam, że jeśli ktoś miałby go złapać, to właśnie Grzegorz Sikora.
Co do zakończenia… ja naprawdę się nie zgadzam. Nie można tak kończyć serii i zostawić czytelników! Widziałam, że nie tylko ja jestem „oburzona”, więc liczę skrycie na to, że Piotr Kościelny zaskoczy nas w przyszłości (oby tylko nie za dalekiej!) piątym tomem.
Podsumowując, w tej części główną rolę grają emocje, uczucia i walka z traumami. I jakkolwiek to zabrzmi, to mimo wszystko ta część jest moją ulubioną. To jak rozwinęły się postacie, ich charakter, sposób podejmowania decyzji, ich całe życie, które musiało zostać przewartościowane. Naprawdę została tutaj wykonana świetna robota. I będę tęsknić za Grzechem, za Michałem, Anetą i Łukaszem.
Tymczasem nie zostało mi nic innego, jak oczekiwać na kolejną premierę – Szymka.
Opis wydawcy: We Wrocławiu napadnięto i zamordowano Jakuba - byłego partnera Bieleckiego. W tym samym czasie lekarze starają się uratować życie Moniki Warłacz i jej dziecka. Sikora z Bieleckim rozpoczynają poszukiwania zabójcy. Dokonują zatrzymania „Robsona”, z którym kiedyś związany był Jakub. W mieście dochodzi do kolejnego mordu. Tym razem ginie osoba narodowości romskiej. Sikora jest przekonany, że za tą zbrodnią stoi zabójca Kuby. Morderca umieszcza na murze cmentarza żydowskiego antysemickie napisy. W mieście wybuchają zamieszki wywołane fałszywą informacją, że za zabójstwami dzieci, które miały miejsce w ostatnim czasie, stoją przedstawiciele mniejszości żydowskiej. Wrocław kolejny raz mierzy się z seryjnym zabójcą.
Śledczy muszą się spieszyć, zanim psychopata znów wyruszy na łowy…