Korzystacie z platform typu Lubimy czytać, żeby zapisywać przeczytane i ocenione książki, czy macie inny sposób na to? Ja korzystam z LC i biorę udział w „wyzwaniu” 52 książek i jestem zadowolona, że pięćdziesiątą drugą książką przeczytaną w tym roku jest Terry Pratchett „Równoumagicznienie”.
„Światło było mgliste i aktyniczne, z rodzaju tego, na którego widok Steven Spielberg wzywa swojego doradcę od praw autorskich.”
Jestem świeżynką, jeśli chodzi o książki z gatunku fantastyka – to znaczy jak byłam w szkole średniej to podczytywałam np. Sapkowskiego albo książki z serii o Wędrowyczu Pilipiuka, natomiast nigdy nie poczułam się na tyle wciągnięta, by powiedzieć, że fantastyka to coś, co lubię czytać. Dlatego też do książek Pratchetta podchodziłam z lekkim dystansem (a cała kolekcja 40 tomów stoi na półce, ale cśś, to pomysł mojego męża!), jednak wczoraj coś mnie podkusiło i sięgnęłam po pierwszą książkę, która otwiera cykl o Czarownicach z Lancre i co tu dużo mówić, przepadłam.
Równoumagicznienie to historia Esk, pierwszej dziewczynki, która chce zostać magiem, jednak nie jest to takie proste, ponieważ… tradycja mówi, że magami są tylko mężczyźni – w końcu tylko oni mogą nosić długie brody. Esk miała być ósmym synem ósmego syna, co oznacza, że zostanie magiem, natomiast los spłatał figla i oto Esk urodziła się dziewczynką. Mimo to było już za późno – magia została z dziewczynką, co nie było na rękę Babci, czyli Esmaraldzie Weatherwax, która była czarownicą (oczywiście żaden mężczyzna nie mógł być czarownicą). Jak można było się domyślić po tytule – walka o tę równość w świecie magicznym to temat przewodni, przedstawiony w zabawny sposób.
Babcia Weatherwax to moja ulubiona postać i cieszę się, że w następnych tomach też się pojawi. Podobał mi się jej humor – martwienie się o to, że mimo spożywania sporej ilości cukru, to ma wszystkie zęby, a także nie ma żadnych kurzajek, a jak wiadomo, każda szanująca się czarownica ma kurzajki i nie ma zębów!
Historia wciąga od samego początku i tak naprawdę nie wiem kiedy zleciało 250 stron. Jedyne czego mi delikatnie brakowało, to większego wprowadzenia do świata, ale z drugiej strony, mam jeszcze 39 innych tomów, żeby ten świat poznać. Dobrze, że nie muszę czekać na kolejne części, tylko wystarczy sięgnąć do prywatnej biblioteczki, bo jestem ciekawa, co będzie dalej. I myślę, że jeśli ktoś nie czytał jeszcze fantastyki i nie wie, czy lubi, to Terry Pratchett może okazać się strzałem w dziesiątkę.
Opis z okładki: Jest to opowieść o tym, czym jest magia i dokąd zmierza, a co ważniejsze, skąd przychodzi i po co. Przedstawiona historia nie pretenduje do odpowiedzi na wszystkie te pytania, może jednak pomóc w wyjaśnieniu, dlaczego Gandalf nigdy się nie ożenił i dlaczego Merlin był mężczyzną. Ponieważ jest to również opowieść o seksie, choć raczej nie w sensie atletyczno-gimnastycznym, czy też w sensie policz wszystkie nogi i podziel przez dwa. Chyba że postacie całkowicie wyrwą się spod kontroli autora. I to jest możliwe.