Przychodzi taki moment w życiu człowieka, że nie chce mu się budzić z noworocznym kacem, większość znajomych spędza sylwestrowy wieczór zajmując się swoimi dziećmi lub będąc w pracy, a bal wydaje się za drogą rozrywką.
Co robić?
Końcówka roku obfitowała u mnie w aktywność, głównie był to rower.
Więc może na sportowo?
"W Nałęczowie jest bieg sylwestrowy. Biegniesz?"
Biegnę!
Dzień przed.
Są dwa dystanse: sportowy 6 km i bieg przebierańców. Wiadomo, że chciałbym wziąć udział w tym "poważniejszym".
Pytanie czy się do niego nadaję?
Wieczorem robię próbę. Czuję się ok, ale stwierdzam, że 6 km to będzie za dużo. Kondycja ciut za słaba i nogi za mało przyzwyczajone do biegania.
Czyli zostaje bieg dla przebierańców.
Kolejne więc pytanie: za co się przebrać?
W piwnicy mam prawie nowe buty "gumioki-filcoki" więc stwierdzam że może za rolnika.
Z opresji ratuje mnie kochana Żona, bo okazuje się że mamy w szafie strój kota. O dziwo się w niego mieszczę więc decyzja podjęta: będę kotem :)
Sama impreza to esencja fajnego, małomiasteczkowego klimatu. Otwartość, życzliwość, dużo uśmiechów i żartów.
Mój wynik bez historii, niecałe 12 minut, daleko za najszybszymi. Reszta szczegółów na zrzucie ekranu poniżej.
Powitanie Nowego Roku w biegu to super doświadczenie, wokół okrzyki i fajerwerki, czułem się trochę jak na otwarciu igrzysk olimpijskich ;)
kilka minut przed startem
pamiątkowy medal