Adwent mamy od wczoraj więc czuję, że można zacząć rozmawiać na bożonarodzeniowe tematy bez cienia marketingowego zniesmaczenia.
Dzisiaj krótko o sztuce ludowej, zepchniętej, niesłusznie według mnie, nieco na margines.
W zeszłym tygodniu spełniłem swoje małe marzenie i zostałem posiadaczem takiego oto pająka:
Mój egzemplarz wyszedł z pracowni Małgosi i Tomka Krajewskich, o których pisałem kiedyś tutaj.
Słoma, nici, bibuła, papier, klej i kilka innych rzeczy plus cierpliwa praca twórcy i mamy takie cudo.
Przy użyciu takich prostych materiałów ludzie, najczęściej zajmujący się na co dzień mało artystycznymi zajęciami, realizowali (i realizują) swoją potrzebę tworzenia sztuki.
Pięknej i ponadczasowej - "nie dzisiejszej".
Na koniec dodam, że z tego co słyszałem to największy popyt na takie dzieła jest w Warszawie, co było dla mnie małym zaskoczeniem.
Mam nadzieję, że to dobry znak, że coraz więcej ludzi w swoim codziennym zabieganiu będzie szukało jakiejś formy powrotu do korzeni.