Witajcie, ostatnio jakoś nie specjalnie czuję wenę do pisania, do tego wpadłem jak śliwka w kompot w Forza Horizon 4, a nieśmiało nadchodząca wiosna nie zachęca do siedzenia przy kompie, więc nowych tekstów nie ma. Nie znaczy to, że sobie darowałem pisanie. Powiedzmy, że czekam na natchnienie ;) Jednak do rzeczy.
Witam Was po raz kolejny pod Wozem Drzymały. W miejscu tym przybliżam lub przypominam Wam stare gierki pochodzące z automatów arcade. W tym odcinku chcę Wam napisać o grze, której tak naprawdę nigdy nie doceniałem. W czasach salonów chyba raz miałem okazję się z nią spotkać i nie zrobiła na mnie jakiegoś oszałamiającego wrażenia. Zapewne chodziło o tradycyjne w naszej okolicy ustawienia automatu, gdzie wszystkie możliwe utrudnienia były aktywne, a poziom trudności ustawiony na najwyższy z możliwych. W takim wypadku gra na dzień doby wali nam kopa w ryj i jedynie przypadkiem da się na jednej blaszce dotrzeć do pierwszego bossa.