Są osoby, które potrafią zarażać innych swoją osobowością.Nie wiem co trzeba w sobie mieć, żeby posiadać tak silny magnes. Nazwałabym to eliksirem miłości z Harrego Pottera...tylko, że zarażona osoba nie odczuwa szczęścia, bo zdaje sobie sprawę, że są to emocje których nie jest wstanie kontrolować. Jest ich za dużo, są za mocne, aż stają się nie zdrowe dla życia, bo każdy wie, że przesyt nigdy nie jest dobry.Jest w pełni świadoma co robi i co czuję, ale i tak odczuwa coś czego nie chce, nie chce tego czuć,.. tak naprawdę ciągle posiadając uczucie zauroczenia lub niezwykłej siły przyciągania tego magnesu, z którym codzienne musi walczyć . Trochę taki wirus emocjonalny jak HIV na odporność, nie ma na niego lekarstwa jak już raz się zarazisz...osobowością i tym dziwnym uczuciem przyciągania, już się z niego nie uwolnisz, nie ważne jak okropna ta osoba by się stała. Wszystko zostanie wybaczone jak tylko znowu zadziała swoim magnesem.
Najpierw pojawia się faza zainteresowania. Poznajecie się co raz bardziej bardziej łapiecie ze sobą kontakt, aż dochodzi do uczucia, że ciągle ci mało, chcesz więcej i więcej i bliżej, aż zaczyna się faza zauroczenia, którą wypierasz. Wiesz dobrze, że natknęłaś się na człowieka, który uzależnia, któremu ciężko odmówić, ale starasz się być silna. Mówisz sobie, że nie będziesz kolejną na jego liście, jesteś od nich lepsza, mądrzejsza, nie dajesz się tak łatwo omamić. Chcesz być odporna na HIV, ale i tak igrasz z ogniem. Jeszcze się nim nie zaraziłaś, ale wiesz, że jest blisko. Zajmujesz się swoimi rzeczami. Mówisz sobie, że chcesz tylko poznać genezę tego wirusa, bo jesteś ciekawa świata. Chcesz wiedzieć jak działa, bo jego magnetyzm jest jedyny w swoim rodzaju...przynajmniej pierwszy na jakiego się napotkałaś w swoim życiu, który jak na złość stoi przed tobą i już sobie ciebie upatrzył do zarażenia twojego organizmu, ale byłaś silna. Odparłaś pierwszy atak. Myślałaś, że to już koniec. Znalazł sobie inne ofiary...
Niestety, zaatakował znowu. W momencie kiedy system twojej odporności był bardzo osłabiony. Kiedy byłaś zmęczona, zagubiona, a twoja witamina C, którą bierzesz na co dzień przestała działać..
Igrałaś z ogień coraz bardziej. Byłaś coraz bliżej poznania jego genezy, jego stylu atakowania, do poznania jego całego....aż zaatakował i ciebie. Byłaś nie ostrożna. Tak jak pisałam, byłaś osłabiona odpornościowo..
Zaraziłaś się.
Przychodzi faza kiedy jesteś już zarażona, ale jeszcze nie zdajesz sobie z tego sprawy... albo nie chcesz zdawać sobie z tego sprawy..bo ta choroba jest bardzo upokarzająca. Jak stereotypowo AIDS. Zazwyczaj łapiesz ją w intymnych kontaktach, do których nie chciałabyś się przyznawać publicznie, ale jednak... jest to teraz twój znak rozpoznawczy. Choroba w końcu rozwinie się na tyle, że nie będziesz wstanie już dłużej ukrywać jej objawów i każdy będzie widział...
Faza wyparcia. Już wiesz, że jesteś zarażona. Nie akceptujesz tego. Wcale nie zostałaś zarażona. To tylko lekki kaszelek, lekki katar... lekki skok adrenaliny był spowodowany silniejszym powiewem wiatru, to jeszcze nie są objawy tej choroby jesteś bezpieczna.
Faza zauważenia, ale i tak wyparcia. Przecież nic się nie stało, tego nie było. Wszystko jest po staremu. Nic się nie zmieni, wcale nie zostałaś zarażona. To zaraz się skończy
Faza zaniepokojenia i co raz głębszej świadomości całej sytuacji. Udajesz, że to nie jest prawda, że to jakaś pomyłka... nie..nie mogłaś złapać tego wirusa, jesteś na to za silna, za asertywna, za bardzo panujesz nad swoją obroną odpornościową, żeby wirus mógł się dostać do twojego organizmu .. a jednak.. wiesz że już tam jest.
Może jednak będziesz tą jedyną osobą, która znajdzie lekarstwo na wirusa, której uda się uciec, przecież jesteś taka inteligentna...na pewno znajdziesz rozwiązanie, żeby pozbyć się tych objawów,tych emocji...
Szukasz lekarstwa, chociaż dobrze wiesz, że nie istnieje. Masz głęboką nadzieję, że może jednak będziesz pierwszą osobą, której się uda. Której uda się znalezć rozwiązanie, przezwyciężyć chorobę...
Mijają miesiące, a ty nadal nie znalazłaś lekarstwa. Podobno jak znajdujesz osobę o tych samych objawach co ty, znajdujesz bratnią duszę w chorobie i powinno być lepiej... w wypadku tego wirusa to nie działa... czujesz się zażenowana, że też dałaś się oszukać mimo, że widziałaś ten proces wiele razy z zewnątrz.
Teraz odpowiedzmy sobie na pytanie... co trzeba w sobie mieć żeby stać się takim wirusem dla ludzi? nie chcę żeby było ich więcej na świecie... a co w tym wszystkim jest najsmutniejsze? Że wirus potrafi zrobić tak, żebyś to ty chciała go mieć. Zachęca cię do siebie, zwabia jak kwiatek. On nie jest pszczółką, która skacze z kwiatka na kwiatek jak każdy myśli... To on jest kwiatkiem, który zwabia kolorami życia, zapachem, charyzmą...On tylko stoi i przyciąga...Od czasu do czasu wypuszczając toksyczne związki, żeby odgonić pszczółki, bo jest chwilowo zmęczony, ale każda z tych pszczół pamięta jak smakuje jego afrodyzjak, który przyciąga,.. kiedy wypuszcza te dobre kolory....
I najgorsze.... każda myśli, że to ona go odkryła.. że to kwiatek właśnie dla niej i to ją pokocha najmocniej. A co najśmieszniejsze.? on kocha je wszystkie na swój sposób, każdą inaczej... , ale chce mieć je wszystkie..