Skoro już opisałem moje problemy z marynowaniem czasu na smartfonie, to jednym z ich efektów są… dziesiątki aplikacji, które mam poinstalowane. No bo „przyda się”, wiadomo 😉
Ostatnio zrobiłem im wstępny przegląd – żeby pozbyć się rzeczy zupełnie nieużytecznych. I wtedy przypomniała mi się aplikacja, która autentycznie mnie zaskoczyła. Mowa o ViceVersa.
Swoją drogą: nazwa jest tak słaba, że za każdym razem, gdy chcę jej użyć, muszę się chwilę zastanawiać, jak ona się właściwie nazywa.
Co ona robi?
W skrócie: obniża** ceny jedzenia w restauracjach**. Są też pojedyncze inne usługi, ale jedzenie gra tu pierwsze skrzypce.
Pamiętam, że gdy pierwszy raz zobaczyłem plakat w jednej restauracji, byłem mocno sceptyczny. Pomyślałem: oho, kolejny świetny pomysł na startup, który padnie, bo nie będzie lokali albo użytkowników. Klasyka.
Czy użytkownicy są? Tego nie wiem.
Ale lokali w Krakowie są dziesiątki, a rabaty całkiem konkretne – od 10 do nawet 35%. Do tego dochodzą jeszcze różne wyzwania lojalnościowe, więc nie kończy się na jednorazowej zniżce. Aplikacja działa we Wrocławiu, Warszawie, Krakowie, Myślenicach, Koszalinie i w Konurbacji górnoślaskiej.
Aplikacja może nie zachwyca wyglądem – to nie jest designerskie cudo – ale jest wystarczająco funkcjonalna. Najbardziej podoba mi się to, że pokazuje oceny lokali z Google. To naprawdę robi różnicę przy spontanicznych decyzjach.
Lubię zjeść. Lubię też poszerzać doświadczenia kulinarne.
Ale w mieście tak mocno sformatowanym pod turystów jak Kraków można zostawić fortunę na jedzenie, nawet zupełnie niepostrzeżenie. I tu ViceVersa trochę to kompensuje.
Na koniec ważne: to nie jest materiał sponsorowany.
Po prostu nie znam nikogo w mojej bańce, kto by się tą aplikacją chwalił, więc możliwe, że wy też jej nie znacie. A szkoda byłoby nie sprawdzić 🍽️