Mniej więcej dwa razu w tygodniu objeżdżam najlepsze freegańskie spoty, jakie znam w Katowicach i okolicach. Z jedzenia kupuję ostatnio głównie chleb i jakieś zachcianki, na które najdzie mnie akurat ochota. Większość rzeczy pozyskuję "z recyklingu", a zostaje mi jeszcze na tyle, że mogę obdzielić rodzinę i znajomych. Wrzucam kilka zdjęć zdobyczy z ostatnich tygodni.
Banan to najpopularniejszy owoc świata, również na śmietniku znajduję najwięcej tych sympatycznych, wygiętych, żółtych ziomeczków. Zawsze zabieram wszystkie, jeśli mam ich więcej, niż mogę zjeść, oddaję je do przetworzenia na smaczki dla koni. Często można znaleźć banany w świetnym stanie, wyrzucane tylko dlatego, że zostały oddzielone od kiści. Jeśli masz na uwadze ograniczenie marnotrawstwa żywności, wybierz w sklepie pojedyncze banany.
Ach, owoce i warzywa pakowane w siatki... Z jakiejś przyczyny, kiedy jedna cytryna jest zepsuta sklep nie może rozerwać siatki i sprzedać reszty luzem. Wszystko leci do kosza, a proceder ten nadal jest opłacalny. W siatkach znajduję produkty najlepszej jakości, oczywiście po odrzuceniu czarnej owcy. Te owoce przerobię bez problemu, co rano staram się pić szklankę wody z sokiem z cytryny, kurkumą i miodem, jako potion na odporność.
Dużą część warzyw oddaję rodzicom, kremowe zupy, wegańskie leczo, kalafior na parze z ziemniakami i jajkiem sadzonym, barszcz, sam nie mam czasu, żeby to wszystko przerobić, a mojej mamie wychodzi to bardzo dobrze. Dawniej rodzice nie zdawali sobie sprawy ze skali marnotrawstwa w supermarketach, byli zdziwieni, że szukam jedzenia w koszu. Po czasie, sami uznali, że wyrzucanie tego wszystkiego jest bez sensu i zawsze przyjmują moje nadwyżki.
Ostatnio znalazłem 190jaj, głównie niesławne "trójki", ale skoro z kosza, to nie wzmagam popytu na przemysł torturowania (inaczej tego nazwać się nie da) zwierząt. Jajka są krótko po terminie, ale około 3/4 przechodzi pozytywnie test wody. Zepsute jajo bardzo łatwo poznać, wypływa na powierzchnię. Takiej ilości sam nie przerobię, w takich sytuacjach wrzucam ogłoszenie na lokalnej grupie, na pewno ktoś się zgłosi.
Wciąż jeszcze świeży sok 100% z pomarańczy, 14 butelek zeszło w dwa dni. Zacukrzony napój, a la tymbark ma trochę dłuższy termin przydatności do spożycia, jest też tego znacząco więcej bo około 140 litrów, rozdaję gdzie się da.
Ratowanie jedzenia daje mi mnóstwo radości i satysfakcji, ograniczam swój ślad ekologiczny, zmniejszam skalę konsumpcji i marnotrawstwa, ale mam też sporo radości z dzielenia się jedzeniem z innymi. Jest to też super przygoda, gdyż nigdy nie wiadomo co uda się znaleźć następnym razem!