Niektóre internetowe nagłówki sprawiają, że nie mogę przestać się śmiać. Czysty absurd. Przed chwilą natknąłem się na ten artykuł. Mike Hughes przy pomocy platformy crowdfundingowej zebrał nieco ponad 8000 dolarów na budowę rakiety, z pokładu której chciał udokumentować kształ Ziemi. Najwyraźniej zabrakło środków na solidne systemy zapewniające bezpieczeństwo, ponieważ astronauta amator zginął na miejscu.
Rakieta miała wynieść pasażera na wysokość około 1,5km, tak aby ten mógł zrobić zdjęcia udowadniajace, że Ziemia jest płaska. W trakcie startu element konstrukcyjny "kosmodromu" zniszczył spadochron, widać to na nagraniu umieszczonym na twitterze. Rakieta, po bardzo krótkim locie upadła na pustynny teren nieopodal miejsca startu, pozostaje cieszyć się, że żaden z postronnych obserwatorów nie ucierpiał.
Całe zdarzenie zostało sfilmowane w ramach nagrywania serii "Homemade Astronauts" przez amerykańską (a jakże...) telewizję Science Channel. Co ciekawe, nie była to pierwsza próba Mike'a w wystrzeleniu się w kosmos. Poprzednio jego rakieta osiągnęła pułap około 600m, również wystąpiły problemy ze spadochronem, a pojazd uderzył w Ziemię z większą prędkością niż planowano. Pasażerowi udało się jednak przeżyć upadek, nagranie wyczynu dostępne jest tutaj
W Internecie można znaleźć głosy, że Mike wcale nie był zatwardziałym zwolennikiem teorii płaskiej Ziemi, po prostu kochał rakiety i uznał, że ta narracja pomoże zebrać mu środki niezbędne do rozwijania pasji. Każdy kij ma jednak dwa końce, amator rakiet zostanie teraz zapamiętany jako płaskoziemca chcący dowieść swoich racji i zamiast Nobla z fizyki, astronauta amator kwalifikuje się najwyżej do nagrody Darwina.