Indiana Jones to heros pokolenia wychowanego w erze VHS i potężnych opóźnień premier kinowych w kraju nad Wisłą. Dla dzisiejszego widza może on sprawiać wrażenie reliktu dawnych czasów, co w przypadku najnowszej odsłony serii może być potęgowane przez wiek bohatera, którego spotykamy w momencie przejścia na zasłużoną emeryturę. Oczywiście scenariusz nie pozwoli mu odpocząć po latach wędrówek po świecie i czeka go kolejna przygoda.
Mamy więc tutaj standardowe dla doktora Jonesa motywy: powroty postaci z burzliwej przeszłości, sekretne artefakty i oczywiście poszukujący ich naziści. Teoretycznie film ten nie różni się wiele od poprzednich części cyklu. W praktyce jednak kilka rzeczy się nie zgadza.
Przede wszystkim nowi bohaterowie nie dorastają do pięt swoim poprzednikom a ich wspólna z tytułowym archeologiem przeszłość to nic innego, jak bezczelny retcon postaci. Kolejny raz Mads Mikkelsen nie sprawdzą się w blockbusterze, kolejny raz Antonio Banderas gra epizod. Historia przygotowana na kolanie, chwilami kiepsko posklejane wątki, kilka scen niepotrzebnie rozciągniętych w czasie...
Podsumowując - film do obejrzenia i (niestety) zapomnienia. Mam nadzieję, że tym razem to już naprawdę koniec tej zasłużonej serii.
Moja ocena 3/10