Nie wiem na ile ja prowadziłam moje obrazy, a na ile one to robiły. Głównym celem był człowiek. Kim jesteś człowieku? Przecież nie samym tylko wyglądem. Nie tylko schematycznym mechanizmem. Jaka nadzwyczajna godność została ci nadana? Czym jest ta godność? W czym znajduje swe odbicie?
Oglądam wygląd, sylwetkę, gesty, cechy, które człowieka charakteryzują zewnętrznie, ale także to, co czyni go wyjątkowym na tle świata. Pamięć, wspomnienia, Pragnienia, marzenia. Stosunek do innych. Wydarzenia wpływające na kształt jego duszy.
Całość płótna - obraz człowieka. Opowieść o nim. Czy nie spotykamy prędzej obrazów ludzi, niż ich samych? Nawet jeśli nasza empatia sięga bardzo daleko i potrafimy prawdziwie współodczuwać, to czy wciąż nie „projektujemy” wizerunków spotkanych osób? Czy wchodzenie w relacje, to nie jest nic innego jak odkłamywanie projekcji?
A jak spotkać człowieka, którego nie chcę spotkać? Może w ogóle odciąć się od innych? Zamknąć we własnym świecie wygodnych relacji. Czy jest to moralne? A może jest to konieczne, nieuniknione?
Szacunek jest najlepszą formą spotkania. W każdej relacji, głębszej, czy bardziej powierzchownej. Poczucie, że nie mam prawa nikogo dotknąć, w nikogo ingerować. Narzucać własnego światopoglądu. Pewnego rodzaju dystans pomiędzy indywidualnościami. Chyba ten aspekt malowania człowieka interesuje mnie najbardziej. Szacunek do człowieczeństwa.
Interesuje mnie głębia spotkań i głębia relacji. Wierzę, że spotkania z ludźmi to rzeczywistość obejmująca sferę fizyczną, emocjonalną, intelektualną, ale także a może przede wszystkim duchową. Chciałabym, by moje malarstwo było takim spotkaniem z jednej strony dla mnie samej, osobiście z malowanymi osobami, by zaobserwować realną sytuację. Z drugiej strony zależy mi na pewnego rodzaju uniwersalizmie i ukazaniu tego, że mechanizm spotykania ludzi jest podobny do siebie, pomimo, że indywidualny dla każdego przypadku. Zawsze jest czymś więcej niż tylko otarciem się emocjonalności.
Portret Agaty, olej na płótnie, 140 × 140, 2019