Nie bijcie mnie za to...za mocno :P
Korea Południowa, Ekwador, a teraz Senegal...trzy różne kontynenty, trzy różne filozofie futbolu, ale...ten sam efekt...Polacy BEZ PUNKTÓW! Pierwsze dwa spotkania zostawię już w spokoju, bo dość się na ich temat wypowiedziano...
Po ostatnim gwizdku w Moskwie nasuwa się kilka pytań:
- jakie wnioski zostały wyciągnięte po przegranej z Nigerią?
- jak taktycznie "wyglądali" nasi na treningach w nowych "rolach" (np Milik z zadaniami defensywnymi)?
- jakie wnioski wyciągnięto po analizie taktycznej Senegalu?(Czy wyciągnięto jakieś?)I co z tym zrobiono?
- czy z Bednarkiem rozmawiano(Indywidualnie) na temat tego jak mentalnie czuje się przed meczem?( I jaka była tego ocena?)
- czy faktycznie zindywidualizowano obciążenia treningowe i zadbano o odpowiednie przygotowanie pod tym kątem?
- Co do c...a robiły żony DWÓCH piłkarzy w tym samym hotelu co oni na kilka godzin przed meczem? (albo WSZYSTKIE przyjeżdżają albo ŻADNA!)
Jest jeszcze kilka innych, ale te mi najbardziej zaprzątały głowę. To subiektywne spojrzenie, ale dla mnie to wyglądało dziś tak: - od początku meczu słaby pressing albo jego brak...Jak ćwiczyliśmy to na treningach to po c...j, jak w meczu tego nie ma...?
- strat: tyle co w całych eliminacjach: Milik niedokładnie, Rybus blokowany albo wyprzedzany, Piszczek dośrodkowania nie na długi słupek, a na drugą chorągiewkę...
- co do dośrodkowań: Gramy z zespołem afrykańskim - czyli w tym wypadku WYSOKIMI ZAWODNIKAMI. Sami nie mamy Glika na boisku co gra bardzo dobrze głową, a tylko Lewandowskiego (wiem zaraz ktoś powie, że Krychowiak strzelił głową, ale wrócę do tego za chwilę). Dlaczego NIE GRAMY NA J E D E N K O N T A K T , a walimy "dzidy" w pole karne gdzie Senegalczycy "głową sięgają poprzeczki bramki" (czyt. są o wiele wyżsi od naszych)? Co my na treningu ćwiczyliśmy? Rugby? Ile godzin trzeba klepać piłkę "w dziadka" żeby potem zagrać w meczu 3-4 takie akcje z kilkoma podaniami bez przyjęcia...?
- Pojedynki jeden na jeden: zawodnicy Cisse nas "zniszczyli" w tym elemencie...Rybus, Piszczek, Zieliński. Przeciwnicy przestawiali ich i resztę jak pionki. Lewandowskiemu trudno w tej kwestii coś zarzucić, bo prawie każdy jego kontakt z piłką równał się jego podwojeniu, a często i potrojeniu przez rosłych zawodników z "Czarnego Lądu". Tu trzeba Messiego z TOPOWYCH jego lat żeby sobie z tym poradzić, a my nie mieliśmy takiego i nie mamy nadal. Gdzie był w takim razie ktoś na pomoc naszemu napastnikowi? Lewy w Bayernie nie raz, nie dwa pokazywał, że umie zagrać "klepę" przed polem karnym przeciwnika i tak wyjść spod pressingu 2 na 1/ 3 na 1 , i wyjść sam na sam z bramkarzem...a dziś z kim on miał grać? Z Anią czy z Prezesem Bońkiem...? Nie wiem(mogę podejrzewać - o tym niżej) czy te indywidualne porażki w pojedynkach na skrzydłach wynikały z braku pewności siebie czy z braku rozpracowania tego jak zachowuje się dany defensor...efekt jednak był taki jaki widzieliśmy - przerwana akcja Polaków i kontra Senegalu...
- gra bez piłki: nie tylko przy pierwszym golu zawodnik z piłką miał dużo miejsca wokół siebie. Często, zwłaszcza na prawej obronie był u nas "pożar", bo Afrykańczycy hasali sobie bez pressingu(znów słowo "klucz"!) naszych, a dopiero w okolicach 15-20 metra blok defensywny "biało-czerwonych przypominał sobie", że taki Mane mając trochę miejsca może zrobić nam "krzywdę"...
Nasza bramkowa sytuacja: Racja - gol ze stałego fragmentu gry, zdobyty głową po wrzutce i to nie przez Lewandowskiego...aha: i Senegalczycy zgubili krycie...
Kolejne pytania brzmią: ile razy tak ofensywnie podeszliśmy do takiej szansy we wcześniejszych etapach meczu? Kto wcześniej wyręczał Lewandowskiego w ofensywie? Gdzie był wcześniej taki pressing jak w końcówce? Nie od dziś wiadomo, że morale nie są mocną stroną zespołów mało obeznanych z "wielkim football'em" (a te z Afryki w większości takimi są) i tu po raz kolejny pada słowo klucz: P R E S S I N G!!! Zamiast dać powód do pomyłki przeciwnikowi sami dawaliśmy sobie...Zamiast "pożaru" pod bramką N'Diaye była "pożoga" u Szczęsnego...To kto miał się bać kogo? Polacy Senegalu czy oni nas? Juventus, Bayern, Napoli, Borussia, AS Monaco, PSG/WBA, Wolfsburg...Jak zawodnicy grający w takich klubach mogą obawiać się grać pressingiem przeciw Senegalowi...( z całym szacunkiem dla tych co nas dziś "zbili")? U przeciwników: Liverpool, Everton czy Napoli ( trzech zawodników!) (no ew. jeszcze Torino)... Aspekt ten wskazuje albo na brak koncentracji albo na słabe opanowanie tremy...jedno i drugie nadaje się do pracy z psychologiem sportu (pytanie nr "pięćset": Czy w kadrze jakiś jest? Jeśli tak, to jak wyglądają raporty ze spotkań z pierwszą "11"?...
Ostatnią rzeczą, którą można poruszyć powinny być...plusy w naszej grze... Nie wiem jednak czy bramka, którą zdobyliśmy w końcówce spotkania daje podstawy, by doszukać się dziś owych... Gdyby tak było, to Senegal miałby dziś więcej kłopotów z ograniem naszych. Nie miał ich, bo u nas zawodziło wszystko: od przygotowania piłkarskiego, po złą komunikację w drużynie i mentalne braki u niektórych zawodników...(skupienie się na meczu->błąd Bednarka; niecelne podania), wiara we własne zdolności(przegrane pojedynki 1 na 1) czy umiejętność przeniesienia teorii z treningu na mecz...
Podkreślam, że to tylko moje zdanie na temat powyższego meczu i jest wiele tęższych umysłów (trenerzy, taktycy, stratedzy, dziennikarze sportowi) niż mój więc jakaś wada mogła być wyolbrzymiona, a zaleta pominięta. Śledzę jednak mundiale, (ME i inne ważniejsze rozgrywki także )od 1998r i taką Polskę jak dziś na boisku (niestety) już widziałem (mecze wymienione na początku)... Co sprawia, że rezultaty są takie, a nie inne? Myślę, że jednak to presja reprezentowania swojego kraju na mundialu, który co jak co, ale jest inaczej traktowany przez piłkarzy niż WSZYTSKIE INNE MECZE. Nawet finał LM czy ćwierćfinał ME to zapewne inne emocje niż ten pierwszy mecz na MŚ... Jak można ten problem rozwiązać? Moim zdaniem Polacy dziś przegrali ten mecz głównie przez brak przygotowania na okoliczności, które zaistniały na boisku: głupio stracona bramka nie podziałała mobilizująco, a paraliżująco; i to nie umiejętności piłkarskich tu zabrakło, ale odpowiedniego podejścia mentalnego, podejścia, które też trzeba wytrenować (najlepiej ze specjalistą!). Jeśli jesteś mentalnie gotowy na odrabianie strat i masz umiejętności, by to wykonać to przełożenie tego z sesji z psychologiem na boisko jest o wiele łatwiejsze...Jeśli tego nie ma, to zastaje Cię taka sytuacja na boisku i krępuje Ci umysł, nogi i serce, i nic nie zrobisz...
Jeszcze raz podkreślam, że to tylko moja osobista analiza i jak nasi w Moskwie, tak i ja mogę się grubo mylić, dlatego chętnie poczytam inne wypowiedzi na ten temat :)