Podróż trwa dalej!
Dotarłem do Meksyku.
Zdjęcie z jednym z dzisiejszych kierowców - Pedro ;-) Bardzo pozytywna osoba. Jechaliśmy razem ok 30 minut z muzyką na fula śpiewając i bujając się na fotelach.
Pierwsze ważne miejsce dla mnie w Meksyku to Zacatecas i okolice. A dokładniej Ruiny La Quemada :-)
Były na mojej liście jeszcze przed wyjazdem. Głównie ze względu na małą popularność oraz brak tłumów, a w zasadzie całkowity brak ludzi poza pracownikami stwarza idealne warunki do zwiedzania i poznawania kultury Azteków.
W samym Zacatecas spędziłem drugą połowę dnia.
Bardzo urocze miasto :-) które służyło jako baza wypadowa dla górników wydobywających głównie srebro w okolicy.
Wieczór spędziłem razem z Francisco (Moim hostem) na piwku...
a później wpadliśmy do jego knajpy z burgerami Diablo - Hamburguesas y Ensaladas. Które były na prawdę dobre! 😋
Resztę wieczoru przeznaczyliśmy na smakowanie mezcalu 😁
Kolejnego dnia podróży rano wyruszyłem w stronę Guanajuato. Na moje szczęście Cesar (mój host z Monterrey) akurat jechał do Guadalajary i część drogi zabrał mnie ze sobą. 😁 Całe 140km, co stanowi prawie 1/2 dystansu.
Wysadził mnie na dużej stacji benzynowej. Jednak akurat na nią nie chciał zjeżdżać żaden TIR. Poszedłem zatem do sklepu kupić wodę i jak płaciłem podjechał jeden. Nie tracąc czasu zagadałem i pomimo tego, że nie do końca jechał w moim kierunku podwiózł mnie 20km do bramek. Miło :-)
Tutaj czekał też inny ziomek, którego imienia nie pamiętam. Ale już poszło jak po maśle. 10 min i byliśmy w drodze do León. TIR pełen wypas, nówka sztuka. ;-)
Wysadzony zaraz za miastem udałem się na stację łapać kolejny transport. Wtedy podjechał koleś na motorze i zagadał 'co tam? Jak tam? Gdzie jadę?' odpowiedziałem, że do Guanajuato na festival días del muerto. Postanowił mnie tam zabrać. Ja, lekko zdziwiony bo jednak mam duży plecak stwierdziłem, że 45km to nie dużo i czemu nie? ;-)
W połowie drogi dopiero zwróciłem uwagę, że jego koszulka może wskazywać na zawód taksówkarza - żółta w czarne kropki. No i niestety nim był. 😨 Od razu powiedziałem, że nie będę płacił, i że nie miałem pojęcia o tym iż jest taryfą.
W sumie bez zbędnego gadania podrzucił mnie jeszcze kawałek i chyba ze złości zostawił mnie na samym środku autostrady.
Byłem trochę zły na siebie, że nie zwróciłem uwagi na to. Chyba dlatego, że tak dobrze mi dzisiaj szło stopowanie. Plus był taki, że do Guanajuato zostało tylko 13 km. No nic... Wystawiłem kciuka i zacząłem powoli iść pod górkę poboczem autostrady.
Po przejściu ok 2km, znalazłem w miarę dobre (jak na warunki autostradowe) miejsce i zacząłem łapać w cieniu. Nikt się nie chciał jednak zatrzymać, nawet policja. Po godzinie łapania zszedłem z autostrady na lokalna drogę obok i po 5 minutach już jechałem dalej. Starszy pan - Salvador, podwiózł mnie pod sam dom hosta 😁 Więc nie ma tego złego co by nie wyszło na dobre.
Jeżeli podobają ci się moje przygody to zostaw po sobie upvote, komentarz i pamiętaj aby podzielić się wpisem ze znajomymi :)
Dodaje mi to motywacji aby tworzyć dalej :)
Pamiętaj także aby wpaść na moje inne media społecznościowe:
Artur