Parę zdjęć analogowych, które udało mi się zrobić przed roztrzaskaniem aparatu. To moje początki i ostrość jest opłakana, o świetle na wielu zdjęciach mogłabym powiedzieć to samo. Mimo wszystko to moje jedne z pierwszych zdjęć analogowych z pierwszej tak dalekiej podróży, więc mam do nich pewien sentyment.
Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło, bo dzięki popsutemu staremu aparatowi, który kupiłam bez większego przemyślenia, zafundowałam sobie lepszy model, gdzie ostrzenie jest dużo łatwiejsze a sam sprzęt w dużo lepszym stanie.
Będę na bieżąco wrzucać różne sety zdjęć.
A z podróży zostało jedynie to:
Tajlandia, Bangkok. Błędne koło linii elektrycznych.
Tajlandia. Street food.
Tajlandia. Paweł.
Birma. Wioska w okolicy jeziora Inle.
Tajlandia. Najlepsza knajpa na Koh Lancie.
Birma. Degustacja win.
Birma. Rybacy, którzy używają nóg do wiosłowania a rąk do łowienia. Niestety w tym momencie głównie pozują.
Tajlandia. Urokliwa wyspa, którą odwiedziliśmy po snorkelingu.
Birma. Wioska, którą przejeżdżaliśmy łapiąc stopa.
Bali. Niemiec, frutarianin, który wszędzie chodził boso. Skuterem również jeździł boso, będąc jego pasażerką miałam wrażenie, że asfalt spali mu stopy.
Bali. Pola ryżowe.
Bali. Przedstawienie pożegnalne na zakończenie zajęć ze szkoły na północy wyspy.
Birma, Yangon. Targ na ulicach miasta.
Birma, Yangon. Przy wejściu na ten jeden z niewielu skwerek zieleni w mieście można było zauważyć znaki "zakaz uprawiania seksu". Po 30 min zrozumieliśmy dlaczego, wszystkie pary zasłaniające się parasolami, na pierwszy rzut oka przed słońcem, tak na prawdę toczyło igraszki.
Birma, Yangon. Ubolewam nad złym punktem ostrości na tym zdjęciu.
Birma. Przejezdna wioska.
Tajlandia, Bangkok. Wieczorne dyskusje.
Bali. Jedyna buddyjska świątynia na wyspie w środku dżungli.
Birma. Rybacy, którzy używają nóg do wiosłowania a rąk do łowienia. Niestety w tym momencie głównie pozują.
Birma, Yangon.