Królestwo Bez Kresu to herberciarnia. Słowo to oznacza niekomercyjne centrum kultury tworzone w duchu poezji Zbigniewa Herberta. Miejsce, w którym można podzielić się swoją twórczością, pasjami, w którym można nie tylko porozmawiać na różne tematy, ale również potańczyć do tradycyjnej muzyki. Takie właśnie było Królestwo Bez Kresu w Rzeszowie, które funkcjonowało od 2015 do 2019 roku. I gdyby nie wypowiedzenie umowy najmu, to zapewne działało by do dziś. Stało się jednak inaczej i obecnie trwa remont lokalu w Krakowie przy ulicy Biskupiej 18. Nie o tym jednak chciałem dziś opowiedzieć, ale o genezie tego pomysłu.
Początki sięgają 2008 roku. Wtedy to powstało Towarzystwo Michała Archanioła, które gromadziło ludzi głównie wokół jednego słowa. Tradycja. Równocześnie za swój cel obrało sobie rozwój na trzech polach: fizycznym, umysłowym i duchowym. Takim sztandarowym działaniem były tak zwane TMAnewry. Nazwa nawiązuje do skrótu TMA. Były to kilkudniowe spotkania, podczas których odbywały się ćwiczenia w terenie przeplatane różnymi dyskusjami i śpiewaniem dawnych pieśni. Aktywność ta prowadziła to prostego wniosku: w prowadzeniu jakiejkolwiek działalności społecznej bardzo ważne jest posiadanie bazy lokalowej.
W 2013 roku na gruncie doświadczeń TMA powstała Fundacja Tradycji Miast i Wsi. I jednym z jej pierwszych większych działań był Projekt Inflanty adresowany do Polaków mieszkających na Łotwie. Przez 4 miesiące miejscem różnych działań był Dyneburg, czyli Daugavpils. Miasto to zdawało się idealne do przeprowadzenia tego typu projektu nie tylko ze względu na duże skupisko Polaków, ale przede wszystkim niskie ceny wynajmu mieszkań. Aby jednak działania były skuteczne, potrzebna jest ciągłość, dlatego jednym z pomysłów podsumowujących te 4 miesiące - była koncepcja wynajęcia dużego lokalu i stworzenia w nim bazy dla wolontariuszy oraz nieformalnego centrum kultury. Niestety problemem, jak zwykle, był brak wystarczających środków na prowadzenie działań zagranicą. Pomysł jednak w niedługim czasie ewoluował. I tak oto powstał plan stworzenia własnego centrum kultury w Rzeszowie.
Miasto było nieprzypadkowe. To właśnie tu działał swego czasu jeden z najprężniejszych oddziałów Towarzystwa Michała Archanioła. Równie znaczący jest fakt, że pomysł ten pojawił się podczas mojej rozmowy z Kamilem Sznajderem, który jest właśnie z Rzeszowa. Odbyła się ona w październiku 2014 roku. Ustaliliśmy wtedy wstępny plan, który zakładał znalezienie jakiegoś lokalu miejskiego do końca roku. Koncepcja miejsca natomiast wyklarowała się podczas wyjazdu do Lwowa pod koniec października. Wtedy to, podczas sprzątania jednego z grobów na Cmentarzu Janowskim, wpadła mi do głowy myśl, aby miejsce nazwać "herberciarnią" a jego patronem żeby był Zbigniew Herbert.
Niestety znalezienie odpowiedniego lokalu miejskiego okazało się być dość trudne. Miasto nie zaproponowało żadnego miejsca, które odpowiadało by naszym oczekiwaniom. Tak się jednak zdarzyło, że na początku stycznia 2015 roku, Kamil przechodził obok kompleksu koszarowego przy Alei Piłsudskiego, nie wiadomo z jakich powodów skręcił w bramę, spotkał tam robotników i okazało się, że są tam lokale do wynajęcia. I tak oto już 20 stycznia mieliśmy klucze do przyszłego Królestwa Bez Kresu. Remont rozpoczął się na początku marca i zakończył pod koniec czerwca 2015 roku.
Okazało się jednak, że najtrudniejsze dopiero przed nami. Życie szybko zweryfikowało nasze nazbyt optymistyczne założenia. A były one takie, że wsparcie dla tego projektu pozwoli nie tylko utrzymać Królestwo Bez Kresu, czyli opłacić czynsz a nawet zatrudnić jakiegoś pracownika, ale również finansować inne działania. KBK miało być taką bazą główną różnych projektów związanych z Tradycją, niejako kontynuacją działań TMA. Miało gromadzić wolontariuszy, finansować akcje na kresach i inne oddolne działania. Niestety już po pierwszym kwartale było wiadomo, że to tak funkcjonować nie będzie. Że prowadzenie KBK będzie raczej nieustanną walką o przetrwanie...