piątek - gwóźdź programu - jak zwykle muzykowanie galarowe , dość udane choć nazbyt skoncentrowany na interakcjach nie śledzę zbyt uważnie ścieżki dźwiękowej nocy
wydaje mi się że pojawił się wniosek nieśpiewania Jolki (Budki Suflera) za to było dużo innej zacnej muzyki
efektem było nocowanie na Boudicce , chwila oddechu i powrót na pływanie kurs 16-18 Tyniec i powrót z grupą turystów, całkiem fajnie, dalej poszukiwanie jeżowego ogniska (poplątałem kierunki myląc stare miejsce ogniskowe bliżej Zakrzówka z lokalizacją przy skałach Twardowskiego ) ale ostatecznie obie zaproszone osoby z którymi jechałem pomogły mi dotrzeć ! (trudno to opisać , Aga posiadała numer do kolegi, który przesłał namiary sms/gps Przemkowi, którego telefon był dość nowoteczny by to udźwignąć )
ognisko bardzo hipisiarsko fajne ( byłem pewien że zostaniemy potępieni za pieczenie kiełbasek , co jednak się nie stało ) spotykamy też Kate i Filipa znanych głównie z galaru co jest miłą niespodzianką, nocleg na trawie bez karimaty - zawinięty w kocyk i dało się trochę we znaki moim starym kościom , rano słonce i mrówki uniemożliwiły pełne odespanie
wracając utknąłem w książkodzileni walcząc z przygotowaniem miejsca pod nową półkę, popołudniu pływamy na bagrach i docieramy przez okręty - do szkoły tańca Kontakt , na całkiem ciekawą imprezę (nawet zdarzyło się zatańczyć co nader rzadko robię )
powrót do domu około 4 w nocy jest czymś co dziś za to daje się trochę we znaki ...