No dobra tytuł jest troszkę baitem - wczoraj wreszcie obejrzałem w całości film sprzed kilkunastu lat - stworzony przez australijskiego reżysera - Andrew Dominika - western (antywestern ?) o przydługim tytule:
"Zabójstwo Jesse'ego Jamesa przez tchórzliwego Roberta Forda"
Dosyć kontemplacyjny film bez wartkiej akcji (reżyser zamierzał ponoć epickie ponad 3 godzinne dzieło, ale wytwórnia je przycięła do bagatela 160 minut) .
właściwie trudno napisać lepszą recenzję niż autorka tej z filmwebu
https://www.filmweb.pl/reviews/recenzja-filmu-Zab%C3%B3jstwo+Jesse%27ego+Jamesa+przez+tch%C3%B3rzliwego+Roberta+Forda-5488
ale spróbujmy : Western rewizjonistyczny (dosłowne tłumaczenie z angielskiego) czy anty-western : Czasy świetności bandy braci Jamesów przeminęły - ostatni skok na pociąg przynosi drobniaki - stróże prawa zaczynają deptać im po piętach, a starszy brat Robert rozdziela się z młodszym Jamesem mając dosyć jego towarzystwa.
Jesse James trochę niczym Pablo Escobar u schyłku panowania tkwi w bańce i iluzji własnego mitu, wielkości, wciąż potrafi telegramem z groźbą prowokować gubernatora czy innych możnych tego świata.
Pamiętam co najmniej dwie sceny kiedy toczy długie pełne napięcia i podejrzliwości rozmowy z członkami swojej bandy - gdzie podejrzenia jego są całkowicie uzasadnione.
To nie jest film akcji - głownie dialogi, ujęcia śnieżnych pól czy powtarzające się ujęcie trawiastej łąki, lub sceny konnej podróży. Pomijając sytuacje które właściwie są egzekucjami dochodzi do jednej strzelaniny i jednego napadu na pociąg (polegającego na zatrzymaniu tegoż, sterroryzowaniu kasjera wagonu pocztowego i strzelaniu w sufit pociągu).
Najciekawsze momenty moim zdaniem to te pokazujące życie braci Fordów po śmierci Jessego, zakończenie filmu. Oraz narracja zza kadru mówiąca o pogłębiającej się przesądności Jessego ( "wróżył z kociej sierści rzucanej na wiatr" itp itd :) )
Tak czy inaczej jest to film wart pewno kilkukrotnego obejrzenia, szkoda że nie odkryłem go wcześniej. W moim prywatnym rankingu pewno jakieś 8/10.
cameo (krótki występ) Nicka Cavea jako barowego grajka - zostało skomentowane przez mojego znajomego znawce dawnej muzyki że nikt naprawdę ballady o Jessie Jamesie nie zagrałby w taki sposób ( w tamtych czasach) ale cóż wprosił się na plan jako współautor ścieżki dźwiękowej
zdecydowanie wolę wersję tej sceny z lat 40 tych z czarno-białego filmu
(https://www.imdb.com/title/tt0041497/)...
ENGL(r)ISH
Ok, the title of post is kind-of-bait, yesterday at last I've watched "The Assassination of Jesse James by the Coward Robert Ford" movie from year 2007 by australian director Andrew Dominick - revisionist Western.
The time of prosperity for James bothers posse are fading, older brother Robert splits with younger Jesse, after last train robberry that is fiasco (in terms of income). Lawmans are after Jesse and his people.
Jessy reminds me of PAblo Escobar at his dawn - he is created by his myth, trapped in self-illusion, and myth of greatness,but he still can send telegraph with grudges to governors and man of power.
There are at least two takes of JEsse talking to his people with lot of suspiscion and tense in air where his paranoia is really accurate (or lets just say he sees situation clearlly as it is ).
There isn't lot of shooting etc in this movie, and it suits it.
Wish I saw it earlier, would give it something like 8/10 , but most interesting moments for me are really later days of Ford brothers after Jesses death.
Nick Cave was coauthor of soundtrack,that explains his cameo at the end of the movie, but lets be frank - he isnt playing song about Jessy in old minstrell style of era shown in movie, but they did good job with Warren Ellis with creating soundtrack.
also tones of songs about J.J. shows his outlaw legend is alive and well