Słowa wymuszone z siebie, bez większego znaczenia, żeby tylko coś napisać. Dziennik właściwie pisany dla siebie - choć w pewnym sensie totalnie (co do wewnętrznych odczuć ) ekshibicjonistyczny, kiedy może zobaczyć go każdy użytkownik internetów (każdy, który czyta po Polsku i słyszał o PEAKD / Hive ) .
O taka sobie rutyna.
Wiem marudzę ale osobiste zawirowania, chłód na polu zniechęcający do aktywności poza domowych i brak słońca jak co zima dają się we znaki. Może za roku uda się ruszyć do wyśnionej zimowej Hiszpanii lub lepiej Australii.
Nawet mnie nudzi/męczy pisanie o World of Tanks - rok temu w ramach promocji świątecznej dawali jako ostatecznego dowódcę Chucka Norrisa - w tym roku padło na Arnolda Gubbernattora, przepraszam Schwarzeneggera .
Sam mechanizm zdobywania świątecznych pudełek nader głupawy ale oczywiście dla mnie do pewnego stopnia wciągający.
Poza tym udało się wczoraj (z dużymi oporami wychodziłem z domu) doturlać do "Kontaktu" koło 22 , jam session z kategorii tych spokojnych chwilami sennych, ładne wokalne improwizacje jazzowe na końcu, chwilami saksofon który też nie jest stałym elementem , prawie spróbowałem nowego stylu tańca (lub też spróbowałem przez krótką chwilę) typowo "kontaktowego" turlania się po podłodze :)
Poza tym przeczytałem 85% "Traktatu poetyckiego" Miłosza alienując się od interakcji towarzyskich - ale to nie jest długi tekst, recenzji raczej nie będzie.
Także zielona herbata pita na hektolitry i suchar który nie każdego bawił :
- "Czy w kontakcie jest prąd ?" (bazinga!) .
Z ciekawostek znowu zresetowały mi się @#&@# ciasteczka - cookies , na szczęście większość haseł pamiętam, lub dostaję na maila , za to zniknął wielki szary napis szpecący stale prawy dolny róg monitora ("Twoja wersja Windows jest nieaktualna bla bla bla bla , w sumie już dawno do niego przywykłem) .
Czas turlać się do wojewódzkiej rajskiej biblioteki & arteteki limit prolongat dwóch książek wyczerpany no i nowe komiksy do wygrzebania...