Wczorajszy dzień był w sumie udany. Po załatwieniu mini questa koło siedemnastej w centrum odwiedziłem zgodnie z planem Mikołajską cztery, siedzibę stowarzyszenia RYZA, vis-a-vis małego rynku.
Od przedwczoraj trwa tam Wystawa ŁAGODNY TON "TOja Joanna Tokarczuk", a samej siedziby byłem ciekaw od dawna ale jakoś się nie składało.
https://www.facebook.com/stowarzyszenie.ryza/photos/pcb.2501613109971559/2501611753305028
na drugim planie pan Prezes ; ) nader sympatyczna osobowość, choć zdjęcia są na pewno z poprzedzającego czwartek wernisażu.
https://www.facebook.com/stowarzyszenie.ryza/photos/pcb.2501613109971559/2501620389970831
Choć nie znam się za dobrze na malarstwie, najczęściej oglądając je na wystawach (Czartoryscy / drzeworyty Hokusai i wieki temu Muzeum Narodowe) albo pocztówkach funduszu patriotycznego, to żywy dobór barw i pogodność obrazów bardzo mi się spodobały.Autorka zresztą siedziała między nimi i okazała się nader czarującą osobą.
Sama w sobie siedziba stowarzyszenia Ryza jest też ciekawie umiejscowiona, w pierwszej sali na suficie jest odsłonięty pseudo-barokowy(?) fresk.Górnymi sąsiadami jest stowarzyszenie ekologiczno-kulturalne FREEDOM gdzie raz byłem na otwartej kolacji (chciałem opisać to wydarzenia na PEAKD ale zrobiłem wtedy jak zwykle za dużo zdjęć i nie chciało mi się ich selekcjonować a telefon zaginał ostatnio), co jest ciekawym połączeniem. Ciekawostką był zabytkowy rzutnik do zdjęć wyglądający naprawdę steampunkowo z czarnego metalu i sporych rozmiarów, wynaleziony gdzieś przez "Kurczaka", będący niestety tylko eksponatem a nie sprawnym urządzeniem.
Wypatrzyłem też na półce egzemplarz gry planszowej o flisakach !
https://www.rebel.pl/gry-planszowe/wodny-szlak-110012.html
Może uda się ją kiedyś ograć jeśli gospodarze zechcą albo pożyczyć egzemplarz.
Wizyta trwała pewnie 30-40 minut, zagadałem się z Prezesem bardziej niż oddałem kontemplacji obrazów, wystawa potrwa jednak do końca marca więc mam nadzieję powtórzyć wizytę.
Ruszyłem załatwić mini quest na ul. Jabłonowskich, jadąc rynkiem i oceniając naocznie ile osób z Ukrainy przybyło w centrum, mijając małą (6 os) grupkę USarmiaków (kolega Jarek raczył kiedy mijali nas wcześniej szydzić, że nie wydają mu się równorzędnymi zawodnikami w potencjalnej walce wręcz z kadyrowcami, psia ich mać, ale obstawiam że amerykance załatwili by ich sprzętem i przewagą liczebną) to jednak dygresja.
Zahaczyłem o arte-tekę (oddawanie komiksu "Śpioch" Eda Brubakera, mieszana satysfakcja z pokręconej mrocznej lektury) by dotrzeć w ten mroźny dzień w gościnne progi dawno nie odwiedzanego , nie znałem tematu czwartkowej prelekcji którą była osoba i biografia Ignacego Łukasiewicza, większą część udało się odsłuchać.Choć potrzeba wypicia kwasu była pod koniec większa.
Zostałem też zmotywowany po pewnych wahania przez kolegę do zgłoszenia się na sobotni wolontariat w pomocy uchodźcom (byłem na to i tak tak jakby zdecydowany, ale znając siebie mogłoby to pozostać w sferze dobrych chęci, gdyby nie wespół motywacja.
Nie jestem z powodów technicznych w stanie dokładnie opisać imprezy w sferze ruchu i tańca gdzie z reguły w czwartki i niedziele wpadam w miarę możliwości.
Piszę ten tekst już zbyt długo nawet nie zahaczając o piątek, ale był to świetny wieczór.
Około siedmiu dorosłych z Ukrainy "muzykalna rodzina" lub zapewne rodziny oraz dwie małe dziewczynki i piesek, zmieniło to senne i z reguły wolno rozkręcające się wydarzenie jakim jest czwartkowy jam session w coś świeżego.
Trwa też kiermasz różnych fantów w osobnej sali z pewnością na cele pomocowe (musząc i tak oddać 10 zł wybrałem płytę o Tai Chi Chuan (Daniel Żurawski) bo lepszej alternatywy nie znalazłem).
Plakaty organizacji woluntarnych, w tym zupy dla Ukrainy i wiele innego dobra.
Braki co do osoby pianisty według mojego kolegi uczyniły występ krótszym i trochę skromniejszym, właściwie był to koncert. Cieszę się jednak z całości wydarzenia.
Kontakt zresztą jest przestrzenią nader pokaźną, w drugiej sali trwał taniec 2-3 osób, w salce-pokoju z meblami improwizowany chór damski ćwiczył śpiew na dwa głosy.
Wcześniej zaś było tam trochę spokojnej neo-hippisowskiej muzyki gitarowej.
Poza Ukraińcami egzotycznymi gośćmi była grupka czterech Turków, nie wiem czemu głupio wziąłem ich za Włochów zaczepiając, częstująca niezłym ananasem.
Chciałem w tym pości opisać też dzisiejszy dzień ale nie starczy mi już mocy przerobowych bo poza PEAKD istnieją inne sprawy (np sprawdzenie skrzynek w SPLINTERLANDS :) )