Pomału ogarniam pokój. Dzień właściwie mija na porządkach, ponownym obejrzeniu pilota Vinyulu HBO (to prawie 2 h) i gotowaniu wegetariańskiego chilli ( składników brakło - jalapeno, fasoli czerwonej i mięska - ale tego bym chyba nie ryzykował przy swoich "talentach" kulinarnych ...
Zmodyfikowałem przepis, którym się dziele
Vinyl z arteteki jest niestety przetrzymany z 5 dni - więc będę stratny jeśli oddam jutro 2-3 zł . Pomysł T. żeby zgrać całość na nowego :3 pen-drive - traktuję jednak jako mocno humorystyczny. Najgorsza jednak była chwilowa wątpliwość czy nie wydano mi tylko połowy płyt - na pudełku jest napisane że to komplet odcinków 1-10 , ale szczegóły z naklejek i katalogu arteteki pozwoliły mi to przemyśleć - po prostu zdekompletowali pudełko...
Po ostatnim nadmiarze wrażeń i imprez percepcja serialu jest słabsza niż kiedy oglądałem go pierwszy raz ( bo fabuła nie jest nowością ale odświeża się po prostu w pamięci) zresztą wole unikać tu szczegółowej recenzji bo pisałem już o nim. Też słabiej jest oglądać coś z musu bo termin zwrotu i brak prolongat.
Zachwycił mnie jednak muzyk występujący epizodycznie klasyk Rocka Bo Diddley .
Dostałem pozdrowienia i zdjęcia z Chicago - co jest miłą niespodzianką...
Oraz kolejny jednorazowy bilet do Kina Pod Baranami ( w tym też Mosu) z akcji rowerem do pracy (co smutne najpierw myśleliśmy moment że to karnet na dowolną ilość wejść ale to byłoby zbyt piękne).
No i ocaliłem chyba wczoraj rozpoczętą rozgrywkę, bazę w Rimworldzie - ale poległ pierwszy kolonista (pawn/pionek) rozwalony strzałami z łuków i nawałą planetarnych tubylców ...
Dobra wiadomość - o ile dotrę na bazę RPG na Azorach tworzymy jutro postaci do kilku sesji Aliena - szkoda, że tylko tyle a nie rozgrywka, ale cóż z tą ekipą gra się całkiem dobrze.